lifestyle

życie (chwilowo) bez pasji.

Dziś będzie historia o tym jak łatwo można stracić pasję i zapał do tego co kiedyś przynosiło nam tyle szczęścia. I tak, tak, wiąże się to wszystko z moim pobytem w Warszawie (chociaż podkreślam, to nie Warszawa sama w sobie jest temu winna!).

Gdy w czerwcu zeszłego roku dowiedziałam się, że dostałam staż w firmie, która choć trochę jest związana z zapachami – byłam przeszczęśliwa. Myślałam, że nie dość że będę mieszkać w Warszawie gdzie jest pełno perfumerii sieciowych i niszowych, to jeszcze moja praca będzie pozwalała mi na rozwijanie mojej największej pasji. Układ idealny.

I tak jak na początku się jeszcze łudziłam, że jest na to szansa, tak mniej więcej po dwóch miesiącach zaczęła do mnie docierać brutalna rzeczywistość. Bo okazało się, że w pracy bardziej się liczą techniki sprzedażowe i budżety, a nie sam zapach, i tak naprawdę nie byłam w stanie się tam nauczyć niczego co było związane ze światem zapachów.

Dodatkowo przekonałam się, że jest prawie niemożliwym zdążenie przed zamknięciem perfumerii niszowych skoro pracę kończy się o 17:00 na wjeździe do warszawskiego Mordoru. Więc pasje odłożyłam na weekendy. Przynajmniej tak mi się wydawało do pewnego dnia, kiedy czytając post o przeglądzie zapachowych nowości u Edpholiczki, uświadomiłam sobie, że nie kojarzę nic z tej listy i że prawdziwe testy robiłam ostatnio w drugim tygodniu mojego pobytu  w stolicy.

zdjęcie z jedynej (!!) wizyty w perfumerii GaliLu 

Byłam smutna i zła, i to właśnie wtedy – mniej więcej w okolicach grudnia – zaczęłam zastanawiać się nad wyprowadzką (ale potrzebowałam jeszcze trochę czasu i kilku dodatkowych wydarzeń by ostatecznie podjąć tę decyzję). Bo wiedziałam doskonale, że coś tu jest nie tak, i że to wszystko miało po prostu wyglądać inaczej. Oczywiście miałam też do siebie mnóstwo pretensji, ponieważ w dużej mierze ta sytuacja była spowodowana moim nieumiejętnym organizowaniem czasu, ale po prostu czułam jakby wszystko dookoła pozbawiało mnie sił i pozytywnej energii. Bo uwierzcie mi – ciągłe rozmowy o budżetach potrafią z każdego zrobić zombie.

Na szczęście zdecydowałam się w końcu na zmiany i razem z nimi odzyskałam wszystko to, czego mi brakowało przez te 10 miesięcy. A brakowało mi nie tylko ciszy, spokoju i perfum, ale także pisania i stąd też właśnie powstała trafna.pl. Dzięki tej stronie czuję większą motywację, by nie dopuścić kolejny raz do podobnej sytuacji i by nie odpuszczać rzeczy na których mi zależy.

Być może niektórym by wystarczyło zdystansowanie się do pracy i weekendy poza miastem, ale ja potrzebowałam drastycznych zmian i jestem naprawdę zadowolona, że się na nie zdecydowałam!

Mieliście kiedyś podobne doświadczenia? Jak tak, to jestem bardzo ciekawa jak sobie z nimi poradziliście – dajcie znać!

Autor

Pełnoetatowa copywriterka kierująca się zasadami slow life. Miłośniczka świata zapachów, która uciekła z Warszawy i otworzyła własną firmę.