lifestyle

uciekłam z warszawy.

Nie posiadając żadnych szczególnych talentów artystycznych (sprawdziłam już prawie wszystko – garncarstwo moją ostatnią nadzieją!), a jednocześnie chcąc wprowadzić/przywrócić do swojego życia odrobinę kreatywności – postanowiłam na nowo zacząć pisać. Tym razem w formie bloga o nie do końca sprecyzowanej tematyce. Zacznę od tego, że…

Uciekłam z Warszawy. Nie mam jeszcze pojęcia gdzie będę pracować, jakie studia rozpocznę w październiku, ani ogólnie nie wiem – co dalej. Ale mimo wszystko, jest mi cholernie dobrze i każdego dnia cieszę się, że podjęłam taką decyzję. Bo nawet brak pewności finansowej nie jest w stanie zakłócić wewnętrznego spokoju, który zapanował w moim życiu w chwili wyjazdu poza granicę Warszawy.

Wiele osób zupełnie nie rozumie, co aż tak przeszkadzało mi w stolicy i dlaczego tak bardzo zależało mi na ucieczce – przecież tyle ludzi tam mieszka, pracuje i zarabia pieniądze. Oczywiście w Warszawie da się żyć, da się rozwijać, da się być szczęśliwym człowiekiem. Tego w żaden sposób nie kwestionuję, nie podważam i zupełnie się z tym zgadzam. Zawsze podkreślam, że Warszawa to naprawdę stolica nieskończonych możliwości, inspiracji, która może zachwycać i w której można się nawet zakochać. Jednak przekonałam się po prostu na własnej skórze, że nie jest to miasto dla wszystkich. Ba, to wszystko to może nawet i nie było kwestią samego miasta, ale stylu życia, który prowadziłam przez ostatnie miesiące, który był przyczyną ciągłych frustracji i niezadowolenia.

A bycie sfrustrowaną 24-latką, to zdecydowanie smutna i przerażająca perspektywa – wystarczy mi już, że jestem życiowym lamusem. Dlatego też po kilku tygodniach przemyśleń, pewnego dnia po prostu postanowiłam się wyprowadzić. Nie miałam zamiaru czekać aż w końcu polubię się z Warszawą, bo i po co? Kilku moich znajomych tak właśnie mi radziło – poczekaj jeszcze, przekonasz się do tego miasta, może zmienisz pracę, mieszkanie – ale szczerze mówiąc, zupełnie nie widziałam w tym sensu. Po co marnować czas i czekać na coś co może nigdy nie nastąpić, skoro znam miejsca, do których mogę wrócić i być sobie dalej szczęśliwym człowiekiem? I tak jak zazwyczaj ciężko się dopatrzeć logiki w moim działaniu, tak tym razem uważam, że była to jedna z najlepiej przemyślanych i logicznych decyzji jaką mogłam podjąć.

Dokąd uciekłam? Wróciłam do mojego miasta z piernika – do Torunia, gdzie czas płynie wolniej, życie jest spokojniejsze i nawet turyści na starówce nie są aż tak irytujący jakby się mogło wydawać. Szalonej kariery tutaj nie zrobię, milionów pewnie też nie zarobię, ale wiecie co? Zupełnie mi to nie przeszkadza.

Autor

Jestem pełnoetatową copywriterką, a z moich artykułów dowiesz się przede wszystkim, że jestem miłośniczką perfum, a oprócz tego przeczytasz o tym co mnie intryguje, fascynuje i historię o tym jak uciekłam z Warszawy.