lifestyle

trafne guilty pleasures.

Dziś będzie trochę wstydliwych wyznań, czyli post o guilty pleasures! Każdy z nas ma coś co uwielbia robić, słuchać, czytać, jednak niekoniecznie chce się do tego przyznawać – bo nie wypada/bo to nie w moim stylu/bo wszyscy będą się śmiać/bo w sumie sam nie wiem po co to robię, ale mimo wszystko jest super.  I właśnie takie rzeczy, kryją się pod hasłem guilty pleasure (polskim odpowiednikiem byłyby wstydliwe przyjemności/grzeszne przyjemności?). Sama takich przyjemności mam całe mnóstwo! O niektórych nie wie nikt, o kilku jedynie moi znajomi, ale są też takie którymi bardzo lubię zaskakiwać nowo poznane osoby i sprawdzać ich reakcje na te osobliwe wyznania.

Muzyka

Zawsze gdy rozmawiam z kimś na temat jego guilty pleasures, to właśnie najczęściej wszyscy wspominają o muzyce. I tak np. dowiedziałam się kiedyś, że mój znajomy – fan ciężkich brzmień, lubi słuchać Krzysztofa Krawczyka prowadząc samochód, a większość dziewczyn sprząta przy Spice Girls i Britney Spears. W moim przypadku największym guilty pleasure są włoskie, popowe i przede wszystkim, kiczowate piosenki, których teksty znam na pamięć i męczę nimi swoich sąsiadów. Oraz od niedawna Mrozu. I mówię tu, nie o nowej płycie (która jest naprawdę ok!), ale o tych sprzed kilku lat…

Internet

Bardzo często zdarza mi się, szczególnie wtedy kiedy mam mnóstwo pracy, że zawędruje gdzieś na krańce internetu, i zaczynam oglądać dziwne filmiki. Np. ostatnio obejrzałam z pięć filmików, w których to obcokrajowy próbowali polskich słodyczy oraz narodowych dań i dzielili się swoimi wrażeniami, następnie przeszłam do tutoriali poświęconych fantazyjnym fryzurom (szczytem moich umiejętności jest zwykły warkocz), a jak zorientowałam się ile czasu już zmarnowałam, to na poprawę humoru włączyłam sobie filmiki ze śmiejącymi się dziećmi i biegającymi mopsami. #typowatrafna

Seriale

Obecnie ta kategoria jest już trochę nieaktualna, ale swego czasu seriale pochłaniały ogromną część mojego tygodnia i oczywiście wśród oglądanych przeze mnie tytułów, było kilka prawdziwych guilty pleasures. Przede wszystkim było to Glee (serial o szkolnym chórze) i Gossip Girl. W przypadku Plotkary doszłam już nawet do takiego etapu, że było mi głupio przed samą sobą, więc zaczęłam oglądać Gossip Girl po włosku, by móc tłumaczyć sobie, że chodzi tutaj o szlifowanie języka. Efekt był komiczny, bo nie wiem czy wiecie, ale we Włoszech wszystko jest dubbingowane i słuchanie Chuck’a Bass’a we włoskim wydaniu to naprawdę zaawansowany poziom absurdu.

Perfumy

Jest kilka zapachów, które czasami po prostu głupio mi nosić, bo są zbyt infantylne, słodkie bądź zupełnie do mnie nie pasują. Jednak i tak zdarza mi się po nie sięgnąć i traktuję to również jako guilty pleasure. Jednym z takich zapachów jest Pink Sugar marki Aquolina – to perfumy, które ktoś kiedyś skomentował „pachniesz jak karmelowe krówki!”. No cóż, czasami każdy marzy by być krówką!

✭  ✭  ✭

A teraz przejdźmy do mojej największej i najbardziej charakterystycznej grzesznej przyjemności – jest nią …

…fascynacja rodziną Kardashianów. Bez zająknięcia jest w stanie przedstawić całe skomplikowane drzewo genealogiczne rodziny Kardashian i Jenner i wyjaśnić, która z sióstr ma kosmetyczną markę, która związana jest z koszykarzem, i jeszcze jakim cudem ojczym Kardashianek stał się ich macochą. Obejrzałam większość odcinków Keeping Up with The Kardashians i na bieżąco śledzę całą rodzinę na instagramie. Dlaczego? Bo to taki odległy i próżny świat, którego oglądanie pozwala się zrelaksować, odciąć od wszystkiego i idealnie wpisuje się w ideę guilty pleasure.

A teraz Wasza kolej – co jest na Waszej liście guilty pleasures?

Autor

Pełnoetatowa copywriterka kierująca się zasadami slow life. Miłośniczka świata zapachów, która uciekła z Warszawy i otworzyła własną firmę.