kultura lifestyle

Slow food, czyli jak poczuć smak.

Dziś będzie nietypowo – odchodzimy na chwilę od tematów związanych z copywritingiem, firmą, czy nawet zapachami i porozmawiamy o jedzeniu. Ten, kto obserwuje mnie na instagramie (jeszcze tego nie robisz? błąd!), wie, że od jakiegoś czasu wprowadzając do swojego życia coraz więcej z filozofii slow life, zaczęłam się mocno interesować także tematem slow food. To wszystko bardzo płynnie się ze sobą przenika i pokrywa. Bo tak naprawdę, chodzi o świadome i uważne życie, ale także i jedzenie!

SLOW FOOD

 

Skąd się wziął ruch slow food? Z kraju, który zdecydowanie najlepiej oddaje sens i wartości z nim związane, czyli z Włoch. W 1986 roku w ramach protestu przeciwko szerzącej się popularności sieciówek z fast foodami, narodziła się organizacja Slow Food, na której czele stanął Carlo Petrini – krytyk kulinarny.

W to, że Włosi do dziś przywiązują ogromną wagę do jedzenia i celebrują wszystkie posiłki, chyba nie wątpi już nikt. Każdy kto choć raz, odwiedził słoneczną Italię, na pewno przekonał się, że czas na jedzenie to świętość. Mieszkając we Włoszech, wielokrotnie zdarzało mi się nie zostać wpuszczoną do jakiejś restauracji, tylko dlatego, że właśnie cała załoga miała przerwę na wspólny obiad i kelner z rozbrajającym uśmiechem, zapraszał mnie na pizzę dopiero za godzinę.

Nie ukrywam, że na początku irytowałam się w takich chwilach bardzo mocno, ale z drugiej strony, było to tak włoskie i sympatyczne, że szybko irytacja przerodziła się w zrozumienie. Z miesiąca na miesiąc stawałam się coraz bardziej wyrozumiała i z czasem doskonale wpasowałam się we włoski rytm dnia.

 

Niestety, mi i moim znajomym z Erasmusa, nigdy nie udało się wpasować we włoski schemat picia kawy i jedzenia przekąsek o odpowiednich porach. Za każdym razem piłyśmy cappuccino, wtedy kiedy powinno pić się espresso, jadłyśmy cornetto, wtedy kiedy lepiej pasowała do tego piadina itd. itd. Włosi są na tym punkcie uczuleni i naprawdę zdarzyło mi się zostać skarconą surowym spojrzeniem, gdy ośmieliłam się wypić spremutę (sok ze świeżo wyciskanych owoców), tuż po espresso, co oczywiście zabiło cały smak kawy. Zbrodnia!

Podobnie pogardliwie zresztą, potraktował mnie kiedyś mój znajomy, gdy nie byłam w stanie dokładnie powiedzieć mu jaką włoską potrawę jadłam kilka godzin wcześniej i jakie były jej składniki. A moja odpowiedź „dobrą„, w ogóle go nie usatysfakcjonowała. Jednak wtedy faktycznie uświadomiłam sobie pierwszy raz, jak mało uwagi poświęcałam na analizę smaków, składników i dostrzeżenie w tych daniach, prawdziwej włoskiej kultury. To nie jest ściema, że Włochy najlepiej poznaje się poprzez jedzenie i tradycje związane z winem, gotowaniem i uprawą roślin, hodowlą zwierząt.

 

 

TRAFNA SLOW KUCHNIA

 

Dziś co prawda, nie wyobrażam sobie, by stale funkcjonować w tak zaawansowanej kulturze slow. Przykład włoskiego trybu życia, był dla mnie na dłuższą metę zbyt ekstremalny. Nie zmienia to jednak faktu, że jego wpływy w mojej codzienności, nadal są obecne. Nauczyłam się celebrować kawową przerwę, czerpać przyjemność z przygotowywania posiłków i chociaż w kuchni, unikać chodzenia na łatwiznę i wykorzystywania gotowych produktów. A przygotowanie pysznego (i ładnego!) śniadania w niedzielny poranek, to już mój obowiązkowy punkt na liście weekendowych przyjemności. Nie oznacza, to jednak, że  spędzam teraz połowę dnia w kuchni, a na widok paczki mrożonych warzyw jestem bliska zawału serca. Oczywiście, że nie. Wypracowałam jednak sobie pewne nawyki, dzięki którym wszystko ma teraz lepszy smak i wartość.

 

ALE PO CO TO WSZYSTKO?

 

Pracując w korporacji, nigdy nie miałam czasu na śniadania i praktycznie codziennie kupowałam coś u Pana Kanapki, który regularnie nas odwiedzał. Przyjemność ze zjedzenia nawet najpyszniejszej owsianki czy kanapki z burakiem i kozim serem, była żadna, skoro musiałam robić to w pośpiechu, pomiędzy wysłaniem kolejnego maila i odebraniem służbowego telefonu.

I być może, dla wielu brzmi to śmiesznie, ale naprawdę wprowadzając zasadę celebracji chociaż dwóch posiłków dziennie, zdecydowanie poprawia się komfort życia. Wystarczy, że przygotujesz i zjesz pyszne śniadanie bez gapienia się w telefon lub komputer, i skupisz się na połączeniu smaków, docenieniu zapachu pieczywa i zachwyceniu się intensywnym kolorem warzyw, a Twój dzień będzie o wiele lepszy. Absurd? Spróbuj i przekonaj się sam.

Mnie też to kiedyś śmieszyło, a dziś momentalnie zmienia się mój nastrój, jeśli plan dnia nie pozwala mi na sensowną obiadową przerwę. Mimo, że pracuję z domu, to jednak oczywiście zdarzają mi się dni, które spędzam na mieście, na załatwianiu spraw urzędowych, na zakupach itd., i naprawdę zawsze staram się zaplanować wszystko tak, by albo znaleźć ładne wnętrze z dobrą kuchnią na obiad, albo chociaż zorganizować sobie czas na kawę i jakieś pyszne ciacho!

 

EWOLUCJA SLOW FOOD

 

Gdy w latach 80. powstawał ruch Slow Food, głównie chodziło o walkę z McDonalds’em i innymi fast-foodowymi sieciówkami, których popularność niszczyła lokalne restauracje i kawiarnie. Dziś, mam wrażenie, że chodzi o znacznie więcej. Przede wszystkim o naukę uważności, o chwilę refleksji i skupienia nad tym co robimy, nawet jeśli jest to jedzenie zwykłej kanapki z serem. Bo być może, gdy poświęcisz chociaż minutę tej kanapce, okaże się, że tak naprawdę, to ona wcale Ci nie smakuje i następnym razem, spróbujesz innego sera, regionalnych dodatków, dzięki którym po prostu się uśmiechniesz i zrobisz minę pt. „mniam„.

Nie myślcie, że zwariowałam, skoro rozkładam na czynniki pierwsze jedzenie kanapki. To po prostu najłatwiejszy sposób, by pokazać ,od jak banalnych rzeczy można zacząć, by czerpać więcej przyjemności z każdego dnia. Życie w klimacie slow, to całe mnóstwo błahych czynności i przyzwyczajeń, dzięki którym żyje się bardziej, lepiej i świadomie.

Nie chodzi o to, by popadać w skrajności i przesadę, tylko by wybrać dla siebie tych kilka obszarów, przyzwyczajeń i popracować trochę nad tym, by poczuć, że się żyje, że to wszystko dookoła ma sens i smak, a nawet zapach!

A co do McDonalds’a, to mój osobisty regulamin slow food, nie ma nic przeciwko ich kawie i McFlurrom! 😀

 

* * *

Zachęcam Was do obserwowania trafna.pl na Instagramie oraz Facebooku.
–> Instagram <–
–> Facebook <-

Autor

Pełnoetatowa copywriterka kierująca się zasadami slow life. Miłośniczka świata zapachów, która uciekła z Warszawy i otworzyła własną firmę.