perfumy

3 x Mon Parfum M.Micallef

Niektórzy zachwycają się twórczością światowych pisarzy, godzinami analizują dzieła jakiegoś szalonego artysty z nowojorskiego Brooklynu, albo prowadzą ożywione dyskusje o spektaklach z których i tak nikt nic nie rozumie. A co ja robię, gdy chcę obcować ze sztuką? Starannie dobieram ubrania, wyjątkowo uważnie się maluję – czasami nawet decyduję się na czerwień na ustach, która na co dzień wydaje mi się zbyt szalona, i ruszam do mojego celu. Dokąd? Oczywiście do perfumerii, lecz nie do sieciowych Douglas’ów czy Sephory, a do królestwa niszy i wszystkiego co alternatywne w zapachowym świecie.

Jeśli choć raz odwiedziliście niszową perfumerię, porozmawialiście o historii któregoś zapachu i inspiracjach perfumiarzy, bez chwili zawahania zgodzicie się ze mną – perfumy potrafią być dziełem sztuki.

I dziś opowiem Wam o zapachach, które ja uważam za naprawdę wyjątkowe. Mimo, że dla wielu nie są one spektakularne i zaskakujące, ba wręcz są zbyt normalne jak na niszę, dla mnie to właśnie w tym tkwi cała sztuka – by bogactwo kompozycji i dobór jej składników podkreślały szlachetność zapachu, by nie były one na siłę kontrowersyjne i by po prostu pozwalały się nosić.

To trochę tak jak z modą – perfumy o zapachu taśmy klejącej mogą mnie zafascynować, tak samo jak sukienka z końskiego włosia projektu McQueena, ale przecież i tak nigdy nie chciałabym tego nosić! Więc czy w tym wszystkim nie zatraca się podstawowa idea i przeznaczenie ubrań i perfum? Szanuję, czasami nawet podziwiam, te alternatywne nurty w sztuce perfumeryjnej i modzie, jednak zdecydowanie bliżej mi do tego co ładne, klasyczne i prostsze w odbiorze. Zwłaszcza, że wśród tych prostych na pozór rzeczy, są perełki aspirujące do miana dzieła sztuki.

 

M.Micallef

Gdy rozpoczynałam swoją przygodę ze światem zapachów, długo nie umiałam się odnaleźć pośród niszowych marek perfumeryjnych. Wszystko co w niszy znajdowałam było dla mnie zbyt trudne.

Oczywiście teraz wiem, że po prostu źle szukałam, bo nisza wcale nie musi być ciężka, dymna i żywiczna, ale wtedy było dla mnie wręcz niemożliwe by znaleźć coś, co chciałabym mieć. Do czasu, aż poznałam się z marką M.Micallef, którą z perspektywy czasu oceniam jako idealną opcję pierwszego etapu niszowego wtajemniczenia. I to właśnie zapach tej marki do dziś jest na pierwszym miejscu mojej wishlisty – kiedyś nawet stwierdziłam, że jeśli kiedykolwiek będę brała ślub, to Mon Parfum Cristal musi mi tego dnia towarzyszyć. Także widzicie rangę zauroczenia tym zapachem!

Seria Mon Parfum składa się z czterech zapachów, które mimo wspólnych pierwiastków mają zupełnie inne charaktery i klimat. Jako pierwszy ukazał się klasyczny Mon Parfum, następnie Mon Parfum Cristal, Mon Parfum Gold i tegoroczna premiera Mon Parfum Pearl.

Co ciekawe jak do tej pory najmniej uwagi poświęciłam klasykowi i nie czuję się wystarczająco przygotowana by napisać jego recenzję, dlatego teraz zapraszam Was do lektury moich przemyśleń na temat Mon Parfum Cristal, Mon Parfum Gold oraz Mon Parfum Pearl. (W przypadku Cristal i Gold odświeżyłam moje recenzje sprzed kilku lat, które ukazały się już na stronie Zapach Szyty Na Miarę)

RECENZJA MON PARFUM CRISTAL

Ten zapach poznałam podczas zimowego popołudnia w toruńskiej Perfumerii Quality Missala. Padał śnieg, było okrutnie zimno, a ja czułam się jakbym trzymała w ręku moją ulubioną, gorącą herbatę z mlekiem, cynamonem i karmelem. Tak wtedy odbierałam ten zapach – dziś jest jednak trochę inaczej.

Przede wszystkim, dziś doceniłam bułgarską różę, która sprawia, że nie mamy do czynienia z typowym zapachem gourmand, a tak właśnie myślałam o nim zimą. Ta róża odświeża całą kompozycję, dodaje subtelności i elegancji, co jest bardzo zaskakującym efektem, biorąc pod uwagę pozostałe składniki. Połączenie wanilii, toffi, ambry, cynamonu, może wydawać się wręcz agresywnie słodkie, lecz tutaj jest rozegrane idealnie i tworzy bardzo intymną, ciepłą, miękką słodycz.

Nie jest to zapach uwodzący swym drapieżnym charakterem. Mon Parfum Cristal przyciąga subtelnością, nie jest nachalny, ale mimo wszystko jest zmysłowy i pozostaje wyrazisty do samego końca. Nie odnotowałam mocnych zmian w rozwoju tych perfum, jedynie wyczuwalność róży z czasem słabnie, ale nie jest to żadną wadą, gdyż cała kompozycja jest po prostu konsekwentnie dobra. Na trwałość również nie można narzekać – utrzymuje się ponad 8 godzin.

Nuty: cynamon, różowy pieprz, bułgarska róża, wanilia, toffi, ambra, piżmo

Twórcy: Geoffrey Nejman i Jean-Claude Astier

RECENZJA MON PARFUM GOLD

Mon Parfum Gold już od pierwszych chwil przenosi w świat orientu. Jednak ten, kto będzie szukał w nim ciężkich, duszących kadzideł może poczuć się lekko rozczarowany. Orient w wydaniu M. Micallef jest niejednoznaczny i nie wpisuje się w klasyczną interpretację tego klimatu.

Tę zapachową podróż rozpoczynamy teoretycznie owocami, jednak dla mnie są one jedynie tłem dla wybijających się od razu na pierwszy plan, kwiatów otoczonych wanilią i piżmem. Ciężki charakter jaśminu i tuberozy łagodzi kwiat pomarańczy i mandarynka. Według mnie pojawia się tutaj jeszcze jeden, niezwykle istotny składnik, ale cóż to jest, opowiem Wam za chwilę… Ciągle czuję jakbym balansowała na granicy zapachów orientalnych, kwiatowych i waniliowych. Nie jest to może jakieś nowatorskie zestawienie, jednak tworzy naprawdę oryginalny efekt i maluje mi przed oczyma piękny obraz.

Przygoda z Mon Parfum Gold to przede wszystkim wieczorny spacer po ogrodzie, w towarzystwie niezwykłej, pewnej siebie kobiety. Nasza towarzyszka jest pełna skrajności – z jednej strony silna i zmysłowa, z drugiej subtelna i delikatna, najpierw zachwyca się zapachami orientalnych kadzideł, a zaraz później ujmującym jaśminem i kwiatem pomarańczy.

Podobnie jak ogród po którym spacerujemy, jest ona niesamowicie piękna, lecz mimo tej całej powagi i romantycznego nastroju, ma w sobie również coś z dziecka. Dlaczego? Pod sam koniec naszego spaceru, wyciąga rękę jakby chciała nam coś ofiarować, jakiś skarb? Szlachetny kamień? Egzotyczny kwiat? Nic z tych rzeczy, otrzymujemy…nadgryziony kawałek marcepanu. I nagle, ta zagadka cóż to za jeszcze jeden rodzaj słodyczy towarzyszył nam przez cały czas, zostaje rozwiązana – marcepan!

Podobno w oficjalnym spisie nut brakuje jednego, tajemniczego składnika. Czy to rzeczywiście jest marcepan? Nie mam pojęcia, ale dla mnie jest on w tych perfumach oczywisty.

Mon Parfum Gold to piękne uzupełnienie serii Mon Parfum. W przeciwieństwie do delikatnego, intymnego Cristal, Gold jest o wiele bardziej intensywny, zmysłowy, przy czym dalej zachowuje pewną, charakterystyczną dla tej serii subtelność.

Skład: śliwka, czerwone jagody, mandarynka, tuberoza, kwiat pomarańczy, jaśmin, wanilia, piżmo 

Nos: Geoffrey Nejman, Jean-Claude Astier

RECENZJA MON PARFUM PEARL

Gdy dowiedziałam się o nowej odsłonie Mon Parfum, byłam zachwycona. Niecierpliwie czekałam na pierwsze testy, szczególnie, że potencjał tej serii zdecydowanie nie był i dalej nie jest, w pełni wykorzystany!

Mon Parfum Pearl bardzo mnie zaskoczył.  Po przeczytaniu jego zapowiedzi, obejrzeniu flakonu i materiałów reklamowych, byłam przygotowana na zachwyty nad bukietem białych kwiatów i stojącymi obok słodkościami. Byłam przekonana, że to właśnie biel zdominuje tę kompozycję i że być może, właśnie ze względu na to, zmienię swój przyszły „ślubny” zapach!

Jednak Mon Parfum Pearl zrobił mi psikusa, bo w tym perłowo-białym flakonie ukrywa się pudrowo-różowy zapach! Owszem, motywy czystości, jasności i nawet nawiązania do świeżo wypranej pościeli, są wyczuwalne, ale to ten róż jest tym, co wyróżnia i przyciąga uwagę. Piwonia i jagody, zdecydowanie dodały koloru tej kompozycji!

Zacznijmy od początku. A na początku mamy mydło luksusowe mydełko, które nawet Michał, mający problemy z określaniem zapachów, zidentyfikował od razu. Otwarcie jest tak białe, że bielsze być nie może! Nie mam nic przeciwko mydlanym perfumom, jednak chyba nie tego oczekiwałam od Mon Parfum Pearl…

Na szczęście, jeszcze zanim zdążyłam poczuć się rozczarowana, coś się zaczęło dziać, a sam zapach zaczął nabierać koloru! Trochę tak jakby do wanny z klasycznym płynem do kąpieli, wrzucił ktoś różową kulę, która codzienną pielęgnację, zmienia w luksusową chwilę relaksu! Zza mydlanych oparów wyłania się bukiet słodkich piwonii i rozsypane na podłodze jagody. Kompozycja wysładza się z każdą kolejną chwilą, co jak najbardziej wpasowuje się w klimat serii Mon Parfum. Ten różowy etap niezwykle przypadł mi do gustu – niedawno odkryłam, że piwonia zaskakująco ładnie układa się na mojej skórze i powoli staje się moim zapachowo-kwiatowym faworytem!

Później, mimo usilnych starań, nie znalazłam obiecywanej róży, podobnie jak mandarynki w otwarciu. Natomiast wymieniany w składzie puder, jak najbardziej jest wyczuwalny i spaja wszystkie etapy w rozwoju tej kompozycji.

Jeśli lubicie perfumy w klimacie pudrowym i mydlanym ze słodkim akcentem – będziecie zachwyceni.

Skład: pączki róż, mandarynka, jagody, róża stulistna, piwonia, heliotrop, puder ryżowy, białe piżmo, strączki wanilii

Nos: Geoffrey Nejman, Jean-Claude Astier

 

* * *

Muszę przyznać, że mimo tych niespodzianek jakie dostarczył mi Mon Parfum Pearl i orientalnych przygód z Mon Parfum Gold, to dalej, niezmiennie moim faworytem pozostaje Mon Parfum Cristal. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się, by jakikolwiek zapach, tak długo mnie fascynował i był obiektem westchnień – rzadko bywam tak stała w zapachowych uczuciach!

A teraz zapraszam Was do dyskusji nie tylko o serii Mon Parfum, ale także o tym o czym pisałam na początku – czy według Was perfumy mogą być dziełem sztuki? 

 

Oczywiście, zachęcam Was też do obserwowania mnie na Instagramie oraz Facebooku, zwłaszcza że to właśnie tam najwięcej się u mnie dzieje!

–> Instagram <–

–> Facebook <-

 

WSZYSTKIE ZDJĘCIA POCHODZĄ Z OFICJALNYCH MATERIAŁÓW REKLAMOWYCH MARKI M.MICALLEF DOSTĘPNYCH NA STRONIE PERFUMERII QUALITY MISSALA.

Autor

Jestem pełnoetatową copywriterką, a z moich artykułów dowiesz się przede wszystkim, że jestem miłośniczką perfum, a oprócz tego przeczytasz o tym co mnie intryguje, fascynuje i historię o tym jak uciekłam z Warszawy.