copywriting kultura lifestyle perfumy

Jak opisać zapach? Porozmawiajmy o perfumach.

Sztuka chwytania zapachów w słowa jest trudna. Jednak nie ze względu na jej specyfikę czy też konieczność posiadania wyjątkowych umiejętności, ale przez przedziwną blokadę, którą posiada większość ludzi. „Nie umiem opowiadać o zapachach” – gdybym miała dostać 5zł za każdym razem, gdy słyszałam to zdanie, to zdecydowanie uzbierałabym już na moją wymarzoną torebkę marki Furla. I mimo, że większość z Was jest przekonanych, że tylko wybrańcy potrafią opisywać zapachy, to jednak muszę Was wyprowadzić z błędu – to wcale tak nie wygląda.

 

Jak opisać zapach?

 

Gdy 18 października 2013 roku postanowiłam stworzyć bloga i zacząć opisywać perfumy, doskonale wiedziałam, że najprawdopodobniej nigdy nie nauczę się rozkładać zapachów na czynniki pierwsze i tego jak wyłapywać te wszystkie pojedyncze, subtelne nuty. Lecz zupełnie mi to nie przeszkadzało, ponieważ najciekawszą zabawą, było i dalej dla mnie jest, postrzeganie perfum jako całości, jako skończonej, artystycznej wizji danego perfumiarza i doszukiwanie się jego inspiracji.

 

 

Pisząc licencjat o Perfumach inspirowanych Włochami, trafiałam na zapachy upamiętniające Zjednoczenie Italii czy też nawiązujące do historii włoskiej opery. Czy byłabym to w stanie wyczuć i odkryć, nie mając pojęcia o tych inspiracjach? Oczywiście, że nie. Ale jednak po analizie składu perfum i poznaniu historii jaka za nim stoi, odkrywałam, że te cytrusowe akordy faktycznie mogą nawiązywać do regionów południowych Włoch, a przyprawowe i zielone akcenty, mogą przywodzić na myśl włoskie dziedzictwo.

To trochę tak jak z obrazami sztuki współczesnej – każdy może w nich zobaczyć co tylko zechce, i dopiero wychodząc poza obraz i poznając jego autora i historię, możemy odnaleźć ukryty sens i przekaz. To nie jest konieczne. I ja nie zawsze to robię. Czasami naprawdę wystarczają mi moje osobiste wrażenia i wolę wyczuwając dany zapach, wyobrażać sobie piknik na mokrej trawie, niż ogrody na dachu w starożytej Gracji czy innej Mezopotamii.

 

Czy każdy ma rację?

 

Nie ma złych skojarzeń i określeń w przypadku opisywania zapachów. Zmysł powonienia u każdego z nas działa trochę inaczej, a nasze życiowe doświadczenia i zapachowe wspomnienia, są zawsze na tyle silne i sugestywne, że tworzą niepowtarzalne historie i obrazy podczas testowania zapachów. I właśnie to jest dla mnie najbardziej magicznym aspektem świata zapachów. Wielokrotnie zdarzało mi się całkowicie nie zgadzać z cenionymi recenzjami uznanych blogerów, i tam gdzie oni czuli przesłodzone, sklejone landrynki, ja trafiałam na puszystą, owocową chmurkę, momentalnie poprawiającą mi humor. Kto z nas się mylił? Nikt, i to jest najlepsze. Zawsze zachęcam ludzi do próby uchwycenia danego zapachu, niekoniecznie w precyzyjne przymiotniki, ale w kolory, obrazy czy nawet muzykę!

 

 

 

Bądź jak Michał…tylko subtelniej!

 

Wystarczy tylko się odważyć i spróbować. Michał na przykład, ostatnio poczuł się na tyle pewnie w opisywaniu zapachów, że podczas naszej wspólnej wizyty w perfumerii w Zakopanem zdecydowanie wygrał konkurs na skojarzenia. Testowaliśmy akurat męskie perfumy, pani konsultantka zaproponowała nam kilka zapachów z niszy, cena flakonów wahała się w przedziale 500-1000zł. Pierwszy Michał głośno podsumował: pachnie jak pasta do rąk BHP, drugi: spleśniała, drewniana deska, przy trzecim autentycznie zaczęłam się bać, że zostaniemy zaraz wyproszeni za czarny PR, na szczęście kolejna propozycja zapachniała Michałowi gorącą szarlotką. Odetchnęłam z ulgą, grzecznie podziękowaliśmy za pomoc i wyszliśmy zapowiadając szybki powrót.

Po wyjściu usłyszałam konspiracyjny szept, że ta szarlotka to była raczej z gatunku tych rozmrażanych, które obok jabłek nawet nie stały, ale darował sobie już ten komentarz, bo nie chciał martwić pani konsultantki. I o tyle, o ile w perfumerii podczas testowania zapachów, takie skojarzenia mnie bawią, cieszą i nawet intrygują (naprawdę poczułam tę pleśń po sugestii Michała!), o tyle nie wyobrażam sobie by podobnie komentować zapach, który ktoś akurat ma na sobie. O tym zawsze należy pamiętać.

(zdjęcie pt. bo to naprawdę pachniało jak pasta do rąk BHP!)

 

Każdy to potrafi!

 

Wszyscy potrafimy opisywać zapachy, jednak nie każdy umie się odważyć i podjąć tę pierwszą próbę opowiedzenia swoich wrażeń. A szkoda, bo to nie tylko rozwija wyobraźnię i nasze słownictwo, ale też prowokuje niezwykłe i fascynujące dyskusje. Poprosiłam o komentarz na temat opisywania perfum i rozmów o zapachach, kilku blogerów, którzy swoimi recenzjami, skojarzeniami i bogactwem wyobraźni, zachwycili mnie nie raz, nie dwa. Przeczytajcie ich wypowiedzi, zajrzyjcie na ich blogi, i zobaczcie jak pięknie można mówić o zapachach…a później spróbujcie sami!

 

Magda – Pachnące Historie

Z rozmawianiem o perfumach jest trochę tak, jak z rozmawianiem o winie. Niby to coś, z czym przynajmniej od czasu do czasu ma styczność niemal każdy z nas, a jednak ten specyficzny, trochę hermetyczny język onieśmiela. Nie powinien, swoje odczucia można przekazać równie dobrze innymi słowami niż te, do których przyzwyczaił się perfumowy światek (zresztą —tych zawsze można szybko się nauczyć, kiedy zechce się zgłębiać tę fascynującą, pachnącą krainę).

Wystarczy się otworzyć i spróbować nazwać swoje odczucia po imieniu, przywołać jakieś skojarzenia. Wcale nie trzeba znać nut na pamięć i żonglować terminami, żeby trafnie opisać pachnidło. Ja zawsze będę wolała usłyszeć, że coś pachnie jak babcina szarlotka, studząca się na drewnianym parapecie, niż jak jabłko, cynamon i nuty drzewne… 

Ale mnie zawsze ciekawiła bardziej ta poetycka, poruszająca wyobraźnię część perfum niż ta naukowa, chemiczna — która wprawdzie jest interesująca, ale odziera tę sztukę z magii, a ja wolę magię. Jednak każdy znajdzie coś dla siebie. Malownicze opisy albo laboratoryjne fakty, własne interpretacje albo krótkie, autorytatywne podsumowania. Na wszystko jest miejsce. Każdy może znaleźć w świecie perfum swój zakątek, niezależnie od tego, czy lubi nazywać rzeczy po imieniu, czy puszczać wodze fantazji. 

Dla mnie mówienie i pisanie o perfumach jest łatwe, bo kocham słowa odkąd pamiętam, a zapachy niewiele krócej. Zarabiam na życie, pisząc. Interpretuję, kojarzę, imaginuję, a słowa przychodzą same. Lubię literaturę, poezję, sztukę — i tak jak do nich podchodzę do perfum, bardzo subiektywnie. W końcu na każdym z nas poszczególne perfumy pachną nieco inaczej. Czasem wystarczy zdać sobie z tego sprawę, żeby nabrać śmiałości i nie przejmować się tym, że „a ja to czuję inaczej, niż pisał ten bloger…”. Pewnie czujesz inaczej, czy to nie fajne? Dzięki temu można rozmawiać o perfumach godzinami, wymieniając się wrażeniami. „

 

Kasia – Edpholiczka

„Pisanie o zapachach nie jest łatwe, ale nie jest też trudne. Ułatwiłam sobie sprawę, kiedy przestałam przejmować się tym, co ktoś pomyśli. Staram się pisać słowami, których używam, kiedy rozmawiam o perfumach z koleżanką, nie ubieram myśli w strojne wdzianka. Kiedy to jest szczere, to fajnie się czyta. Pewnie jest taki strach na początku, że ktoś się będzie z Ciebie śmiał, bo opowiadanie o odczuciach jest dość… intymne, ale o perfumach miło jest porozmawiać. Nie są tylko po to, by w ciszy się nimi cieszyć. Każdy perfumy odbiera inaczej i opisuje je w inny sposób. To jest piękne, bo każdy znajdzie coś dla siebie.

Gdybym dalej przejmowała się, kto sobie coś pomyśli i szukała aprobaty, to na pewno mój blog skończyłby się na dwóch postach. Teraz na przykład wolę o perfumach porozmawiać z kimś, kto nie ma doświadczenia i z uwagą słucham, co ta osoba ma do powiedzenia. Często niedoświadczeni zapachoholicy mogą mieć ciekawe spojrzenie, potrafią nazwać coś w sposób, który by mi do głowy nie przyszedł, albo już dawno o tym zapomniałam.
Szczerość i spontaniczność w opisywaniu zapachów to coś, co cenię najbardziej.”

 

 

Rafał Janta – CharlieNose.pl

„Najbardziej lubię opisywać zapachy w sposób impresjonistyczny. Ogólne skojarzenie, odczucie całościowe, impresja… Z czasem przestało mi się podobać rozkładanie zapachów na elementy pierwsze. Patrzę na las nie na drzewa. Nie znoszę recenzji przegadanych, w milionem odniesień, porównań i dygresji. To tylko zamąca obraz. Zawsze fascynowało mnie pisarstwo Hemingwaya, który słynął z bezkompromisowego podejścia do cięcia tekstu. Krótkie zdania, dużo rzeczowników i czasowników. Ale jak pisać o zapachach bez przymiotników??? Zatem tnę i okraszam przymiotnikami. Do Hemingwaya dodaje odrobinę Fitzgeralda.

Męczą mnie utarte klisze stosowane w recenzjach perfum – wybrzmiewa… brzmi wybornie… mariaż nut… użyte po raz tysięczny nie brzmią (sic!) prawdziwie. Tekst zwykle rzeźbię, ociosuję. Wylewam z głowy wszystko co ułożyłem sobie w niej wcześniej bez ładu i składu, bez składni i gramatyki. Potem siadam tnę, ciosam i szlifuję. Wolę odejmować niż dodawać. Nie znoszę nadmuchanej mowy tekstów promocyjnych przesyłanych przez dystrybutorów. To mistrzostwo w kategorii – jak nie powiedzieć nic w tylu słowach. Inspiracje są ważne, odnoszę się do nich, ale nie mogą zdominować samego zapachu. Lubię zasugerować na jaką okazję, aurę, okoliczność się dany zapach nada. Nie stosuje hejtowania zapachów (jakże modnego i popularnego!). Moja zasada brzmi: jeśli zapachu nie lubię, nie pisze o nim.”

 

Porozmawiajmy o perfumach

 

Od spleśniałej deski, po impresjonistyczne obrazy – świat zapachów jest w stanie Wam zagwarantować prawdziwy rollercoster wrażeń, musicie tylko spróbować i dać się ponieść swoim skojarzeniom i myślom. Jak chcecie, możecie spróbować właśnie tutaj – napiszcie w komentarzu jakie najdziwniejsze obrazy i określenia przywołał Wam ostatnio czyjś zapach, dajcie się ponieść wyobraźni i uchwyćcie go w słowa. 

 

* * *

Zachęcam Was do obserwowania trafna.pl na Instagramie oraz Facebooku, zwłaszcza że to właśnie tam najwięcej się u mnie dzieje!
–> Instagram <–
–> Facebook <-

Autor

Pełnoetatowa copywriterka kierująca się zasadami slow life. Miłośniczka świata zapachów, która uciekła z Warszawy i otworzyła własną firmę.