kultura lifestyle

#CoPoMaturze – czy żałuję swoich decyzji?

Jak tylko zobaczyłam temat kolejnej akcji organizowanej przez Dagmarę z bloga socjopatka.pl i Anię z bloga Blue Kangaroo, od razu wiedziałam, że chętnie poświęcę mu trochę miejsca na swojej stronie. Dziewczyny rozpoczęły projekt #CoPoMaturze, który ma pomóc maturzystom (i nie tylko) w odważnym podejmowaniu decyzji i spełnianiu własnych marzeń. Są to niezwykle bliskie mi tematy, o których bardzo często wspominam i o które równie często jestem pytana. Zwłaszcza, że moja pomaturalna droga była dość wyboista i potoczyła się w zaskakującym kierunku.

LICEUM

Zacznijmy od tego, że podobnie jak tysiące licealistów, kończąc szkołę zupełnie nie miałam pojęcia, co dalej ze sobą zrobić. I bynajmniej nie była to wina mojego liceum (często zdarza mi się słuchać narzekań na to jakie to polskie szkoły są okropne i nie rozwijają talentów uczniów). Miałam to szczęście, że chodziłam do naprawdę dobrej szczecińskiej szkoły, gdzie poziom był wysoki, ale nikt nie wywierał na nikim presji. Nauczyciele traktowali licealistów jak ludzi i jeśli ktoś tylko wykazywał jakąś inicjatywę, zawsze ją wspierali. Oczywiście, mając osiemnaście lat, widziałam to trochę inaczej i powodów do marudzenia znajdywałam mnóstwo, jednak teraz, z perspektywy czasu, bardzo pozytywnie oceniam moją szkołę średnią.

WYBÓR STUDIÓW

Od pierwszego dnia trzeciej klasy, codziennie zastanawiałam się, na co ja właściwie mogłabym pójść na studia. Chodziłam do klasy humanistycznej, więc moje rozważania były oczywiście skupione na naukach humanistycznych i społecznych. Nigdy, nawet przez sekundę nie chciałam pójść na kierunek ścisły. Prawo i polonistyka też nie wchodziły w grę. Dużo myślałam o pracy socjalnej, polityce społecznej – miałam taką piękną wizję, że będę pomagać ludziom. Jednak, mimo, że nikt mi oficjalnie tego nie powiedział, sama doskonale wiedziałam, że jestem po prostu za słaba psychicznie na taką pracę.

 

I wierzcie lub nie, ale mniej więcej na dwa miesiące przed maturą, nauczyłam się jak są dni tygodnia po włosku i stwierdziłam, że italianistka brzmi ciekawie (dobrze, że nie przypomniałam sobie, że umiem liczyć do 10 po japońsku, bo japonistyka mogłaby mnie jednak przerosnąć…). Była to jedna z najbardziej absurdalnych decyzji w moim życiu i do dziś nie mogę wyjść z podziwu, że coś takiego wymyśliłam.

 

Mimo, że maturę zdałam średnio, dostałam się na filologię włoską w Toruniu oraz na filologię romańską z językiem włoskim w Szczecinie, która była opcją awaryjną. Długo wahałam się, gdzie pójść, bo z jednej strony chciałam zostać w Szczecinie, gdzie miałam znajomych, rodzinę i gdzie wszystko byłoby dla mnie łatwiejsze, ale z drugiej filologia romańska to francuski, a ja przecież chciałam uczyć się włoskiego!

 

PIERWSZA PRÓBA

Nie będąc do końca przekonaną, wybrałam Szczecin i francuski połączony z włoskim. Postanowiłam dać sobie szansę studiowania w środowisku, które doskonale znałam i które nie wymagało ode mnie wychodzenia poza moją strefę komfortu. Pierwszy semestr wspominam bardzo pozytywnie – francuski, mimo, że był okrutnie trudny, dawał się lubić, znajomi z roku byli świetni, studenckie życie wykorzystywałam całkowicie. By podreperować swój budżet, nawet zdecydowałam się na pracę w kinie, która również była ciekawym epizodem.

Jednak po zdaniu pierwszej sesji, zaczęłam znowu mieć wątpliwości. Czułam, że to nie tak powinno wyglądać, że owszem jest fajnie, ale jednocześnie czułam całkowity spadek ambicji i satysfakcji z nauki. Zupełnie nie widziałam dla siebie miejsca na rynku pracy po skończeniu tych studiów.

MAMO, TATO – RZUCIŁAM STUDIA

W połowie drugiego semestru podjęłam ważną decyzję. Pojechałam do domu nad morze i poinformowałam swoich rodziców, że rezygnuję z filologii romańskiej i wracam do planu A, czyli Torunia i italianistyki. Rodzice przyjęli to spokojnie, sugerowali oczywiście bym jednak dokończyła chociaż ten pierwszy rok, na wypadek gdybym kiedyś zdecydowała się wrócić na te studia, jednak nie nalegali. Dla mnie taka opcja nie wchodziła w grę, bo po pierwsze wiedziałam, że i tak nie wrócę do francuskiego, a po drugie, to był ten moment, kiedy wprowadzano opłaty za drugi kierunek, więc nie chciałam się narażać na niepotrzebne wydatki.

 

TORUŃ

W maju ponownie złożyłam papiery do Torunia (oczywiście moja wewnętrzna panikara do dnia wyników przeżywała – co to będzie jak tym razem się nie dostanę…), w czerwcu zawiozłam dokumenty, a w październiku rozpoczęłam swoją włoską przygodę w Toruniu. Zamieszkałam w akademiku i od początku starałam się zadbać o jak najlepsze oceny, by zdobyć stypendium naukowe na kolejne lata i tym samym nie doprowadzić do sytuacji, w której moi rodzice odczuliby finansowe konsekwencje zmiany studiów i miasta zamieszkania.

Mniej było studenckich imprez, całonocnych szaleństw, więcej przesiadywania nad książkami w kawiarniach w sympatycznym towarzystwie. I na szczęście całkowicie mi to odpowiadało – jestem z natury lamusem, który zawsze wybierze maraton Harry’ego Potter’a zamiast koncertu czy imprezy.

PERSPEKTYWY

Wspomniałam, że nie miałam na siebie pomysłu będąc na filologii romańskiej – a jak było na italianistyce? Pomysł się pojawił i do tej pory bawi mnie fakt, że byłam dosłownie o krok od realizacji mojego idealnego scenariusza.

 

W klasie maturalnej zaczęła się moja przygoda z perfumami – świat zapachów stał się dla mnie niezwykle ważną pasją i marzyłam by móc kiedyś połączyć ją z pracą zawodową. Oczywiście francuski pod tym względem dawał mi nawet większe możliwości, jednak na szczęście Italia to również kraj z bogatym dorobkiem perfumeryjnym. Dążyłam do pracy w niszowych, włoskich markach perfumeryjnych jako przedstawiciel w naszym regionie, lub jako specjalista do spraw marketingu zapachowego w międzynarodowej korporacji z możliwością transferu do włoskiej siedziby.

 

Każdy kto słuchał mojej koncepcji wymarzonej pracy, łapał się za głowę i rzucał jedynie „powodzenia” bądź „weź Ty lepiej zostań tłumaczem”. Jednak, ja wiedziałam swoje i byłam pewna, że mój plan jest realny.

ERASMUS

Na trzecim roku studiów poleciałam do Włoch na Erasmusa, podczas którego odwiedziłam wiele włoskich perfumerii, poznałam wielu zapachowych pasjonatów i znalazłam przynajmniej kilka punktów zaczepienia mojej włoskiej kariery. Po powrocie do Polski, skończyłam studia (no dobra, obrona może przesunęła mi się o pół roku, ale to drobiazg!) i zaczęłam rozsyłać maile do Włoch z prośbą o przyjęcie mnie na staż. Co ciekawe, w tym samym czasie trafiłam na stażową ofertę polskiego oddziału międzynarodowej korporacji specjalizującej się w marketingu zapachowym…i większość z Was, doskonale wie jak się później moje losy potoczyły.

 

CZY ŻAŁUJĘ?

Do dziś wszystkim powtarzam – nie odpuszczajcie swoich marzeń, bo większość z nich naprawdę jest możliwa do zrealizowania. Przekonałam się o tym na swoim przykładzie, i patrząc na wszystko to, co do tej pory osiągnęłam – jestem z siebie dumna. A że doszłam do tego po kilku wpadkach, pomyłkach, ba, że w międzyczasie rzuciłam jedne studia, to nic.

Nie żałuję swoich decyzji, nie uważam, żeby którykolwiek epizod był zmarnowanym czasem. Wiem, że mogłabym wyciągnąć z każdej sytuacji jeszcze więcej, ale nie mam do siebie o to pretensji.

Studia filologiczne otworzyły moje oczy na wiele aspektów językowych, sprawiły, że język polski i języki obce zaczęły mnie po prostu interesować. Poznawanie kultury Włoch rozbudziło moją kreatywność i pokazało mi, co naprawdę oznacza slow life, jeszcze zanim zaczęłam się fascynować tym tematem.

To nic, że dziś nie pracuję w zawodzie. Moje studia zdecydowanie przyczyniły się do tego, w jakim miejscu się teraz znajduję i pozwoliły mi poznać ludzi, którzy do dziś mają ogromny wpływ na moje życie.

 

A teraz czekam na Wasze po/przed maturalne historie!

* * *

Zachęcam Was do obserwowania trafna.pl na Instagramie oraz Facebooku, zwłaszcza że to właśnie tam najwięcej się u mnie dzieje!
–> Instagram <–
–> Facebook <-

Autor

Jestem pełnoetatową copywriterką, a z moich artykułów dowiesz się przede wszystkim, że jestem miłośniczką perfum, a oprócz tego przeczytasz o tym co mnie intryguje, fascynuje i historię o tym jak uciekłam z Warszawy.