lifestyle

trafna ekspertem?

Jakiś czas temu, zmuszona trochę zadaniem powierzonym mi przez szefa, przesłuchałam kilka podcastów, przeczytałam wiele artykułów i przejrzałam mnóstwo materiałów o budowaniu własnej marki i kreowaniu wizerunku eksperta. I gdy moja głowa stała się już przepełniona coachingowo-marketingowo-biznesowymi myślami, postanowiłam wykorzystać je nie tylko do realizacji zawodowego projektu, ale także do kolejnego postu na trafna.pl.

I w pierwszej wersji tego wpisu, chciałam go poświęcić przemyśleniom na temat rzeszy samozwańczych ekspertów, którzy mimo, że nie przejawiają żadnej oryginalnej myśli czy spostrzeżenia, posiadają tysiące  fanów chcących płacić im grube pieniądze za osobisty coaching i biznesowe rady. Jednak później stwierdziłam, że nie ma sensu tego analizować, a w sumie można im tylko pogratulować sukcesu marketingowego, dzięki któremu sprzedają wiedzę niekoniecznie ją posiadając. I doszłam do momentu, w którym sama zaczęłam się zastanawiać czy i w jakiej dziedzinie chciałabym zostać ekspertem i czy mogłabym w tym odnaleźć swój sposób na życie.

Zapewne wiele osób z mojego otoczenia od razu pomyśli o perfumach, ale  tu muszę Was rozczarować – nigdy w życiu nie odważyłabym się w temacie zapachów pomyśleć o sobie jako o ekspertce, ponieważ mam zbyt dużą świadomość i zdrowy poziom samokrytyki by wiedzieć, że od pasji do eksperckiej wiedzy w tym przypadku jest naprawdę daleka droga. Nigdy zresztą nie miałam takich aspiracji i szczęśliwie nazywam siebie po prostu miłośniczką świata zapachów.

Idźmy więc dalej.

Analizując moje życiowe doświadczenia z ostatnich lat myślę, że z powodzeniem dałabym radę przygotować panel ekspercki na jakiejś coachingowej konferencji pt. Zmiany i przeprowadzki – moja pasja lub Jak urozmaicić sobie kolejną rozmowę rekrutacyjną. Jestem ekspertem w dziedzinie rozpoczynania wszystkiego na nowo i radykalnych zmian (nie wiem tylko jak zmierzyć ich efektywność, skoro ciągle pojawia się u mnie zapotrzebowanie na kolejne zmiany…). Bardzo często słyszę, że ktoś podziwia moją odwagę i gotowość do tak zdecydowanych kroków jak przeprowadzka, zmiana pracy czy odcięcie się od jakiegoś środowiska. Nie wiem dlaczego ludzie boją się zmian i często tkwią w miejscu, które ich zupełnie nie satysfakcjonuje. Dla mnie to całkowicie naturalne, że sukcesywnie dążę do takiego stanu kiedy będę mogła powiedzieć „jest mi tu dobrze – zostaję”. I wbrew pozorom nie muszę w sobie zbierać wielkich pokładów odwagi do takiego nastawienia, bo umówmy się – osoba nieposiadająca kredytu, dzieci czy innej skomplikowanej sytuacji finansowo-rodzinnej, w każdej chwili jest gotowa do kolejnej przeprowadzki i do poszukiwania uparcie swojego miejsca na ziemi.

Lubię o tym przypominać moim bliższym bądź dalszym znajomym, zawsze wtedy kiedy zaczynają narzekać na to jakim źle i jacy są nieszczęśliwi. I za każdym razem gdy zadaję im pytanie „skoro tak Ci źle, to dlaczego tkwisz w tym miejscu/pracy/relacji?” zaczyna się seria wymówek, które zupełnie do mnie nie przemawiają i w 90% przypadków, każdą jestem w stanie odeprzeć. Najbardziej mnie martwi ta o obawie przed problemami ze znalezieniem pracy, która jest całkowicie bezzasadna. Pomijam już fakt, że obecnie mamy rynek pracownika, a nie pracodawcy… Uwierzcie mi przez ostatnie pół roku byłam na ok 20 rozmowach kwalifikacyjnych (ponad połowa zakończyła się złożeniem oferty pracy lub przynajmniej przejściem do kolejnego etapu rekrutacji) – było ich tyle, ponieważ mam na tyle komfortową sytuację i świadomość własnych umiejętności i kompetencji, że nie muszę przyjmować pierwszej propozycji z najniższą krajową, ale gdyby grunt mi się zaczął palić pod nogami „jakąś” pracę jestem w stanie sobie zorganizować w ciągu kilku dni. Ba, nawet przez chwilę byłam w takiej sytuacji i chwilowo podjęłam się pracy w call center, ale wiedziałam, że to tylko etap przejściowy i że zaraz znajdzie się coś, co pozwoli mi się rozwijać i realnie wzbogaci moje CV.

Oczywiście te wszystkie zmiany trzeba dokładnie zaplanować i przemyśleć, bo nie ma nic gorszego niż brak planu w takich sytuacjach. Ale o tym teraz pisać nie będę, ponieważ już i tak trochę odbiegłam od tematu. Być może kiedyś się jeszcze zdecyduję na rozwinięcie mojego podejścia do życiowych zmian lub na napisanie postu o najciekawszych rozmowach rekrutacyjnych i najdziwniejszych pytaniach rekruterów. Jednak czy byłabym na tyle próżna i pewna siebie by próbować rzeczywiście wykreować siebie na ekspertkę w tych zagadnieniach? Yyy…nie sądzę, chociaż kto wie, może po publikacji tego postu dostanę propozycję stworzenia podcastu – trafna radzi jak żyć czy inne trafne rady jak zmienić życie o 180 stopni.

Myślę, że trochę już czujecie do czego zmierzam – w dzisiejszych czasach każdy, jedynie na podstawie swoich życiowych doświadczeń, jest w stanie wykreować się na eksperta w jakiejś dziedzinie i bez względu na to jak ta branża będzie absurdalna, zawsze znajdzie mniejszą bądź większą grupę odbiorców. I szczerze, już się nie mogę doczekać dnia, w którym w ofercie jakiejś uczelni trafię na studia kończące się tytułem ekspert – dziedzina do wyboru. A tymczasem wracam do szykowania mojego własnego kursu online z szalonymi radami na trafne życie!