lifestyle

pozytywnie i warszawsko.

Równo rok temu podjęłam decyzję o wyprowadzce do Warszawy i tym samym rozpoczęłam najdziwniejszy okres w moim życiu. Nawet półroczny pobyt na Erasmusie we Włoszech nie był dla mnie aż tak przełomowy i abstrakcyjny. Przez te 12 miesięcy, zmieniło się po prostu wszystko i mimo, że większość zmian okazała się być dużym zaskoczeniem, to jestem bardzo zadowolona z tego do jakiego miejsca mnie one doprowadziły.

O tej gorzkiej i rozczarowującej stronie mojego pobytu w Warszawie, wspominałam już wielokrotnie, dlatego tym razem chciałabym Wam opowiedzieć o tych dobrych momentach i pozytywnych wspomnieniach. Zwłaszcza, że ten rok, to naprawdę nie było tylko korpożycie.

1. Sąsiad 2. Hala Koszyki, 3. Nana i Warszawski Lukier, 4. Kawalerkowy balkon

Wyjeżdżając z Torunia nie miałam pojęcia gdzie będę mieszkać, jak dojeżdżać do pracy, zupełnie też nie znałam samej stolicy, ale średnio mnie to wszystko przerażało, bo wiedziałam, że nie będę w tym mieście sama. Miałam to ogromne szczęście, że w Warszawie mieszka i pracuje, moja przyjaciółka-stylistka Nana, która bardzo pomogła mi na początku warszawskiej przygody. Kolejnym szczęściem, a właściwie zbiegiem okoliczności, było moje szukanie mieszkania, które ostatecznie zaowocowało kawalerką na przeciwko Pałacu Kultury (jeszcze raz dziękuję, Kuba!). I w tych niezwykle sprzyjających okolicznościach próbowałam się zaprzyjaźnić z Warszawą – początki były całkiem udane!

1. Wino, wino, 2. Warszawska plaża, 3, 4. Bar Studio

Lato, centrum miasta, tysiące knajp, ciekawych miejsc – warunki idealne. Jako, że Nana jest człowiekiem, któremu niestraszne są powroty do domu o świcie, często wyciągała mnie na wino/plażę/tańce. Oczywiście, z racji tego, że z kolei ja jestem raczej lamusem i wolę planszówki w domu, to te wszystkie wyjścia kończyłam tuż po północy. Ale to nieważne, bo naprawdę bardzo dobrze je wspominam. Podobnie jak weekendowe zwiedzanie starówki czy spacery po Łazienkach z moim M. Taaak, pierwsze dwa/trzy miesiące pełne były, takich miłych chwil. Dzięki Nanie i jej szalonej pracy stylistki, bywałam też w różnych, nietypowych miejscach i uczestniczyłam w dziwnych wydarzeniach. Nigdy nie zapomnę np. projekcji filmu promocyjnego marki odzieżowej, w którym to bohaterka wybierała swoje ubrania pod kolor śniadania…(??!!).

Któregoś wieczoru stwierdziłyśmy razem z Naną, że potrzebujemy baniek mydlanych pod Pałacem Kultury – szalone my.

Całe wakacje były tak bardzo beztroskie i na luzie, zwłaszcza, że wtedy jeszcze nie pracowałam, a byłam tylko na stażu i dodatkowo męczyłam swój niedokończony licencjat czyli udawałam, że jestem ciągle studentką. Późniejsze zderzenie z dorosłą i warszawską rzeczywistością było już mniej przyjemne, ale początek był naprawdę zacny i obiecujący. Dlatego też, jeśli ktoś z Was planuje przeprowadzkę do stolicy, to tylko w wakacje, bo wtedy w tym mieście naprawdę można się zakochać!

Lubicie Warszawę?

  • Ja tam właśnie jeno w wakacje pomieszkiwałam i wspominam miło. 🙂

    • Bo Warszawa w sprzyjających okolicznościach, naprawdę da się lubić 😉 a teraz jeśli dobrze kojarzę, to mieszkasz w Krakowie, tak? I jak Ci się tam żyje? 🙂

      • Kraków ma sporo tych samych bolączek, co Wrocław, i pewnie reszta większych miast. Z tym, że tu więcej się dzieje i mam bliżej do domu. Za to nie przestaje mnie zadziwiać dość niechlujny styl ludzi na ulicach, choć domyślam się, że może to wynikać z tego, że jest tu wielu turystów, a wiadomo jak się wygląda przy zwiedzaniu… Na minus jest też mała ilość zieleni. Jest parę drobiazgów, które mi uprzykszają życie (np. automaty biletowe w autobusach i tramwajach na monety – wyłącznie monety, jakby to nie był XXI wiek, albo tylko w 1 z dwóch waginików), ale tak w gruncie rzeczy to życie tu i tu wygląda podobnie.

        Tam nie mogliśmy znaleźć miejsca, w którym chcielibyśmy zakotwiczyć (poza jednym domem z tarasem na park, który pewnie kosztowałby miliony monet :)) i tu na razie sprawa wygląda podobnie… Strasznie nie lubię tych wszędobylskich nowoczesnych, grodzonych osiedli! Są jak nowotwór na miejskiej tkance.

        • Och, jak ja Cię rozumiem! Automaty biletowe bez możliwości płacenia kartą, to mój wielki problem! Tak bardzo odzwyczaiłam się od kontrolowania stanu monet w moim portfelu, że teraz ciągle mam problem z biletami w autobusach w Toruniu. A Toruń jest miastem tysiąca kontrolerów (naprawdę!:D), więc ryzykowanie jazdy bez biletu jest czystą głupotą.

          Krakowa i Wrocławia nie znam zbyt dobrze, kojarzę te miasta tylko z krótkich, najczęściej jednodniowych, wycieczek. Ale domyślam się, że turystyczny charakter tych miast, zdecydowanie wpływa na życie mieszkańców. Toruń niby też jest turystyczny, ale jednak na mniejszą skalę. I oczywiście weekendowy spacer po starówce w południe, to najbardziej irytująca czynność na świecie (tempo turystów -_-), ale na szczęście tubylcy mogą przełożyć spacerowanie na bardziej przyjazne godziny ;).

          A znalezienie miejsca do zakotwiczenia, to bardzo trudna sprawa. W moim przypadku, jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli, będzie to miejsce daleko od miasta 🙂

          • Dla mnie monety to materiał do skarbonki (5zł) lub materiał na napiwki. Dodatkowe ich ujście w postaci wydatków na bilety nie jest mi na rękę. 😀

            We Wrocławiu jest znacznie mniej turystów niż w Krakowie, choć i tak sporo. Ja z kolei Toruń pamiętam słabo, byłam tam kilka razy przejazdem jako dziecko. 🙂 My w sumie chętnie zamieszkalibyśmy w jakimś mniejszym miasteczku. Wieś brzmi urokliwie, ale jednak mieszczuchy z nas straszne… Nie wiem, jak byśmy sobie poradzili bez sklepów z hummusem pod ręką i hipsterskich knajpek. Haha.

          • Kochana, ale pomyśl na jaki poziom hipsterstwa byś wskoczyła jakbyś sama hummus robiła! 😀 jak otworzę kiedyś wiejską oazę dla mieszczuchów, to na pewno Was zaproszę! 😉

          • Haha, czasem robię! Ale jednak szybciej zgarnąć w sklepie. Wiejska oaza dla mieszczuchów brzmi cudownie. 🙂

  • Bańki mydlane pod Pałacem Kultury to rzeczywiście oryginalny pomysł;) Szaleństwo jest super, pamięta się potem długo takie spontaniczne akcje:) A Warszawa ma różne oblicza;).

    • Bańki mydlane są świetne w każdym miejscu 😉 to taka dziecięca zabawa, która poprawia humor każdemu kto widzi/puszcza bańki, bez względu na wiek.