kultura, lifestyle

(nie)zwykła praca – Nana.

Dziś mam dla Was początek zapowiadanego już cyklu postów, poświęconego osobom, dla których praca jest prawdziwą pasją – (nie)zwykła praca. Już się nie mogę doczekać, aż przedstawię Wam tych wszystkich inspirujących ludzi, których znam i podziwiam od dawna.  Zaczynamy od wywiadu z Naną moją przyjaciółką-stylistką.

 

Trafna: Nano, kilka razy wspominałam już na trafna.pl, że moja przyjaciółka jest stylistką, jednak nigdy nie wyjaśniłam na czym ta Twoja praca naprawdę polega. A jestem przekonana, że 90% osób zdecydowanie źle sobie ją wyobraża. Bo wbrew pozorom nie jest to chyba jeżdżenie limuzyną po sukienkę Chanel, by później po prostu ubrać w nią modelkę, i w przerwie strzelać selfie z hasztagiem #lovemyjob, prawda?

Nana: Absolutnie nie! Nie jeździmy limuzynami, a uberami (bo najtaniej), a sukienki Chanel nawet jeśli się zdarzają to zdecydowanie zbyt rzadko. I od razu odpowiadam na kolejne pytanie – nie, nie możemy ich sobie po sesji zatrzymać.

Na kilka dni przed sesją trzeba przygotować tablicę inspiracji, czasami dograć całą ekipę – fotografa, modelkę, makijażystów i fryzjerów. Ale przede wszystkim zebrać ubrania. Wiąże się to z tym, że przez mniej więcej 2 dni od rana do wieczora jeździmy po różnych showroomach, sklepach i pracowniach projektantów w celu wypożyczenia ciuchów, dodatków i biżuterii.

W zależności od rangi sesji (np. okładka znaczącego magazynu o modzie) możemy także zamówić ubrania z zagranicznych showroomów. To wiąże się z dodatkowo z całym dniem pisania e-maili z prośbą o wypożyczenie.

Mało kto wie, że ten zawód jest ciężką, fizyczną pracą. Nigdy nie policzyłam ile ważą wszystkie torby Ikei wypełnione po brzegi, które przenoszę ciągle z miejsca na miejsce, ale myślę, że 50-70 kg to optymalna liczba. Np. przy produkcji zimowej sesji samych płaszczy musi być co najmniej 10-12. Do tego min. 15 par butów, dwie torebki bynajmniej nie plastikowej biżuterii. Kilkadziesiąt różnych swetrów, sukienek, bluzek i spodni. Liczby bywają naprawdę duże. Na szczęście bóle kręgosłupa czy zakwasy w rękach z czasem ustały. (Wyśmiewam każdą osobę, która proponuje mi wypad na siłownię!)

Przychodzi dzień sesji. Zazwyczaj pracę zaczynamy o 7-8. Wszystkie ubrania trzeba rozwiesić, wyprasować, ułożyć stylizację. To właśnie ten moment najczęściej ogląda się na Instagramie. (Nana na instagramie!)
Potem przez następne kilka(naście) godzin sesji, trzeba bacznie śledzić jak wygląda stylizacja w obiektywie fotografa. No a po sesji pakowanie, sortowanie i kolejne dwa dni oddawania wypożyczonych ubrań, zawożenie rzeczy do krawcowych, pralni czy szewców i głębokie modlitwy, by któryś z projektantów nie zechciał wystawić Ci faktury na dobrych kilka tysięcy za zniszczoną kreację.

Trafna: Widziałam Cię wielokrotnie jak byłaś niezwykle zmęczona, niewyspana i jak z tysiącami ciuchów w ikeowskiej torbie ciągle powtarzałaś, ile to jeszcze ubrań musisz zebrać. Nie wyglądało, to jak wymarzona praca, a jednak wiem, że świat mody i to co robisz, jest Twoją największą pasją. W takim razie co sprawia Ci w tym wszystkim aż taką frajdę?

Nana: Przede wszystkim nie traktuję jej jak pracy, od której odcinam się po wybiciu 17:00 na zegarze. Kilka lat temu postawiłam sobie cel, który uparcie realizuję i wiem, że bez ciężkiej pracy nigdy się nie spełni.

Zapewne pamiętasz jak rok temu zastanawiałam się nad odejściem z ELLE. Myślałam o tym nieprzerwanie przez kilka miesięcy, przeryczałam nie jeden wieczór, bo na maksa kochałam tę robotę i tak naprawdę nie chciałam odchodzić, ale ta praca nie pozwalała mi się utrzymać. Praca na dwa etaty w dwóch różnych miastach była nie do zniesienia, nawet jak na mnie – człowieka o dużych pokładach energii. Rozum wygrał z sercem.

Nie powiem Ci dokładnie „co sprawia mi największą frajdę w tej pracy”, bo nie wiem. Bo to trochę tak, jak byś miała powiedzieć za co najbardziej kochasz swojego chłopaka.

Ale jeśli muszę to powiem: ludzie, ubrania i „takie momenty”.

Ludzie. Absolutnie fantastyczni! Kiedy pierwszy raz przychodziłam na staż do Glamour myślałam, że będę parzyć kawę snobistycznym redaktorkom, które biegają na szpileczkach Prady. Nic bardziej mylnego! Z każdą kolejną sesją nawiązuję relacje z ekipą, czasem nawet przyjaźnie. Często mam tak, że gdy dowiaduję się, że na sesji będzie np. ta makijażystka lub modelka autentycznie się cieszę.  Wiadomo, jak wszędzie zdarzają się ludzie z problemami z własnym ego, ale na szczęście nauczyłam się od nich uciekać.

Ubrania.  Niektórzy jarają się filmem – pięknymi kadrami, fabułą, niektórzy muzyką, a jeszcze inni sztuką – malarstwem czy fotografią. Ja uwielbiam ubrania – ich formy, kolory, konstrukcje, zdobienia i to, co mówią o użytkownikach.

„Takie momenty”.  Kiedy (na rauszu) dowiadujesz się, że 16 zdjęć sesji przy której pracowałaś idzie do świetnego magazynu. 16! To dużo! Zaczynasz wtedy skakać i klaskać, a Twoi znajomi zdecydowanie nie mogą ciebie i tego twojego szczęścia już znieść.

Kiedy Twoja przyjaciółka jest szczęśliwa, bo kupuje torebkę, która jej się na maksa podobała, ale nie miała odwagi jej kupić, bo jest trochę dziwna i „co ludzie powiedzą” i dzięki Twoim namowom wreszcie się zdecydowała. Moda nie uleczy raka, ale pozwala w łatwy sposób wyjść ze strefy komfortu i poprawić humor.

Trafna: Dobrze znasz moją sytuację i wiesz, że uciekłam z Warszawy i zrezygnowałam z korpożycia. Jednak nie ukrywam, że praca na etacie ze stałą i pewną pensją, to całkiem wygodna i bezpieczna opcja. Nigdy Cię to nie kusiło? W końcu praca w modzie, to w większości przypadków praca jako freelancer, od zlecenia do zlecenia.

Nana: Wciąż kusi. Zwłaszcza, że jestem na początku swojej kariery i niestety moje freelancerskie stawki są jeszcze niskie, więc żyję od przelewu do przelewu, z całych sił starając się uniknąć wiadomości „Mamo, zrobisz mi proszę przelew?”. Na szczęście wszystko idzie w dobrym kierunku (odpukać).

Nieregularne godziny pracy i przelewy, które raz są, a raz nie, rekompensuje mi brak sfrustrowanego szefa i praca, w której jestem Naną – asystentką i stylistką, a nie kolejnym bezimiennym pracownikiem, który musi wyrobić target. Nie ma ryzyka, że prędko się wypalę, no i co rusz poznaję nowych, inspirujących ludzi. Mogłabym pójść na łatwiznę i zatrudnić się w firmie odzieżowej, wychodzić o 17, mieć wszystko w nosie i mieć mnóstwo czasu dla siebie, ale wtedy na pewno nie mogłabym powiedzieć, że praca jest moją pasją. Byłaby zwykłą pracą.

Trafna: Generalnie celem tego cyklu postów, jest pokazanie ciekawych zawodów, inspirujących ludzi i alternatywnych ścieżek dla wszystkich tych, którzy szukają pasji w pracy. Czy właśnie tak postrzegasz siebie i swoją pracę?

Nana: Jasne! Nie wiem skąd, ale zawsze było we mnie jakieś poczucie by robić tylko to, co „czuję”. Nie chciałam studiować inżynierii produkcji czy matematyki tylko dlatego, bo mogę, bo umiem logicznie myśleć i jestem po mat-chem-fizie. Jeszcze na studiach usłyszałam zdanie rzucone z wielkim wyrzutem „Bo Ty Nana, masz to szczęście, że studiujesz to co lubisz. A my musimy uczyć się rzeczy, których nie chcemy, więc nie narzekaj, że jest Ci ciężko”. Koleżanka, która to powiedziała pasjonowała się makijażem i miała predyspozycje by robić to zawodowo, ale jej rodzice zadecydowali, że będzie inżynierem. Ona nie protestowała.

Wciąż wiele osób myśli, że zajmuję się modą, bo moi rodzice są bogaci i mogą utrzymywać moje „księżniczkowe marzenia o zabawie w ubranka”. Nie jest tak. Poza tym, że moda to moja wielka pasja, to jednak przede wszystkim codzienna praca, z której się utrzymuję i która pozwala mi zapłacić za czynsz i wino w piątkowy wieczór. Różnica polega na tym, że być może za 20 lat nie będę sfrustrowaną i zblazowaną babą, która żałuje straconego czasu w korporacyjnym boksie.

Oczywiście ta branża jest wciąż dla wielu wielką niewiadomą i ludzie ciągle odbierają moją pracę przez pryzmat stereotypów: „same pedały, modelki głupie, stylistki zajmują się tylko szmatami, więc też pewnie nie mają za dużo oleju w głowie. Jakieś fatałaszki  – kto by się tym przejmował.” Kiedyś za każdym razem, gdy poznawałam kogoś nowego starałam się udowodnić, że tak nie jest, że naprawdę mam w nosie to, czy mój rozmówca jest modnie ubrany, ale teraz zaczęłam odpuszczać.

Uwielbiam moją robotę, nie zamieniłabym jej absolutnie na żadną inną. I wiesz, że zrobię wszystko, żeby pomóc wszystkim moim znajomym i przyjaciołom, którzy chcą pracować w dziedzinie, która ich jara. Laska w kultowym filmie „Chłopaki nie płaczą” powiedział: „Musisz odpowiedzieć sobie na jedno zajebiście, ale to zajebiście ważne pytanie. Co lubisz robić? A potem zacznij to robić”. I miał rację.

Powiem Wam, że lepszego początku dla cyklu „(nie)zwykła praca” nie mogłam sobie wyobrazić. Nano, dziękuję Ci za wszystko! A teraz Wasza kolej! Piszcie, komentujcie, pytajcie – będziemy odpowiadać razem z Naną!

Do stworzenia tego cyklu postów zainspirowały mnie Agata z Agata Ma Nosa dzięki swojemu projektowi Geeks! oraz Joasia Glogaza ze styledigger.com i jej cykl Zawodowe Dziewczyny.
Nanę znajdziecie również na jej fanpage’u na FB, gdzie zamieszcza zdjęcia z sesji, lookbooków itd – Nana.

  • Brawo, Nana! 🙂 Proszę o fotkę z torbami z IKEA 😀
    Pięknie czytać o takich kobietach. Pomysł na wpisy bardzo ciekawy!

    • Te torby naprawdę przerażają! 😀 Chociaż czasami też bawią – kiedyś wpadłam na Nanę chodzącą po Zarze z wielką torbą z której wystawał…podbierak do ryb! Bo akurat wcześniej stylizowała jakąś sesję z motywem wędkarskim ^^

  • Zaczęłaś serię z przytupem! Jak kolejne odcinki będą równie dobre to wróżę duży sukces:) A Nanie (serio tak to się odmienia?) mega zazdroszczę, bo myślałem, że to ja mam fajną pracę;)

    Ps. Dziękuję bardzo za umieszczenie w polecanych! Napiszemy coś jeszcze razem wierzę!;)

    • Dziękuję! ❤ Mam nadzieję, że seria cały czas będzie trzymała nanowy poziom!
      I jak najbardziej jestem za, jeśli chodzi o coś wspólnego! Np. przewodnik graficzny dla wyjątkowo opornych na przykładzie trafna.pl 😀

  • Ciekawa rozmowa. 🙂 Super, że pokazałyście plusy i minusy tej pracy. Że ta opowieść nie jest lukrowana, a jednak pozytywna i pełna nadziei. Gratuluję Nanie pięknej pasji i życzę sukcesów! Świetna ta różowa torebka Love Me Tender.

    • Też mi się ta torebka szalenie podoba! I oczywiście, że wszystko, nawet najlepsza praca, ma swoje plusy i minusy, ale jeśli jest choć w niej odrobina pasji, to zalety zawsze będą wygrywać <3 Przynajmniej teraz staram się w to mocno wierzyć, i właśnie stąd pomysł na cykl postów 🙂

  • Pamietam, ze w mojej poprzedniej pracy makijazystki nosily olbrzymie kuferki z kosmetykami i im zawsze wspolczulam, a tutaj widze, ze ciezkie torby z Ikeii to dopiero wyzwanie! Swietny pomysl na serie, a Twoja bohaterka wydaje sie fantastyczna i pelna pasji i energii dziewczyna. Czekam niecierpliwie na kolejne wpisy!

    • Monika, ja właśnie zawsze makijażystkom i fryzjerom zazdroszczę, że mają ze sobą tylko jedną walizkę 😉

  • Według mnie, to jedna z najpiękniejszych rzeczy w życiu i ogromne szczęście – robić to, co się kocha i realizować swoją pasję. Ja jestem przeszczęśliwa, że mi się to udało – od dziecka chciałam być pisarką i jestem 🙂

    • Ekstra! I tak właśnie to powinno wyglądać! <3

  • Ojej, świetna seria postów się zapowiada. Ten wywiad przeczytałam z wielką przyjemnością i czekam na kolejne. Ja przy wyborze przyszłej drogi zawodowej nawet nie pomyślałam, że jest taki zawód jak stylistka, haha. Naprawde super robota! Nana, gratuluję uporu w realizacji swoich celów.

    • Naprawdę się cieszę, że ten Ci się spodobał i mam nadzieję, że wpadniesz na dalszą część serii! (nie)zwykła praca będzie pojawiała się zawsze w poniedziałek w połowie miesiąca 🙂

      A co do wyboru drogi zawodowej, to powiem Ci szczerze, że ja za to swego czasu myślałam chyba o wszystkich zawodach świata 😀

  • Faktycznie, odczarowałaś mi ten zawód. Jak ciężko jest pamiętać, że wszytsko ma dobre i złe strony 🙂

    • Och, tak! Bardzo łatwo dajemy się złapać na wyidealizowane bądź przerysowane wyobrażenie o jakimś zawodzie 🙂

  • Pingback: trafny lipiec. |()