kultura, lifestyle

(nie)zwykła praca – Martyna.

Tak jak zapowiadałam – (nie)zwykła praca będzie pojawiać się na blogu regularnie. Dziś mam dla Was wywiad z Martyną, która najprościej rzecz ujmując, zajmuje się zawodowo kawą! Jak tylko wpadłam na pomysł tego cyklu postów, od razu wiedziałam, że będę chciała przedstawić Wam Martynę, zwłaszcza, że kawę piją wszyscy, ale mało kto myśli o niej jako możliwej ścieżce kariery.

Martyna i Kawa

  • T: W momencie kiedy zabrałam się do przygotowania pytań do rozmowy z Tobą, zdałam sobie sprawę, że nie do końca wiem nawet na czym dokładnie polega Twoja praca! Wiem jedynie, że jest przede wszystkim związana z kawą, jednak nie jest to po prostu praca baristki, prawda?

Martyna: Nie, nie. Baristką byłam od 19ego roku życia, chociaż w gastro pracowałam już dużo wcześniej. Teraz oczywiście zdarza się, że bywam baristką, ale generalnie moje stanowisko to połączenie head treinera od spraw gastronomii z opiekunem klienta gastronomicznego. Zawsze gdy naszemu klientowi kończy się kawa/psuje ekspres bądź potrzebuje przeszkolenia nowych pracowników, którzy nie mają zielonego pojęcia o robieniu espresso czy spienianiu mleka – dzwoni do mnie. Nie zajmuję się pozyskiwaniem nowych klientów, raczej moim zadaniem jest  właśnie tworzenie dobrego wrażenia, dobrych relacji z klientami i przede wszystkim szkolenie młodych, ale także tych bardziej doświadczonych baristów m.in. z alternatywnych technik parzenia kawy czy też odmian ziaren.

Ta szkoleniowa część mojej pracy podoba mi się zdecydowanie najbardziej i jest też najbardziej satysfakcjonująca, ponieważ wymaga wiele także ode mnie. Często wspominam o takim abstrakcyjnym dla wielu porównaniu, które zgapiłam chyba kiedyś od kogoś mądrzejszego ode mnie, bo nie wierzę żebym sama to wymyśliła – bycie dobrym baristą jest trochę jak bycie dobrym lekarzem, wymaga od ciebie byś stale był na bieżąco, poszerzał swoją wiedzę, ponieważ świat kawy ciągle się zmienia, tak samo jak medycyna. Dlatego chcąc wyszkolić nowych, dobrych baristów sama muszę dużo wymagać od siebie – czytać, szukać, smakować i oglądać.

  • T: Obudziłaś się kiedyś i stwierdziłaś – od dzisiaj zajmuję się kawą? Czy jak to bywa zazwyczaj w takich przypadkach, złożyło się na to kilka szczęśliwych zbiegów okoliczności, dzięki którym odkryłaś swoją pasję?

Martyna: Pochodzę ze Świnoujścia i tak jak większość ludzi z miejscowości turystycznych, jak tylko skończyłam te 15-16 lat, zaczęłam pracować w gastro podczas wakacji. Dostałam pracę w kawiarni, gdzie spędziłam dwa sezony. I tak jak pierwszy sezon to była generalnie praca, zabawa i wakacyjne szaleństwa, tak w drugim roku zaczęłam się trochę kawą interesować i zastanawiać się np. dlaczego cappuccino w lokalu obok ma fajne serduszko, a u nas tego serduszka nie ma i jak je zrobić. Szybko dowiedziałam się cóż to takiego „latte art” i oczywiście po przejrzeniu kilku stron internetowych z poradnikami, byłam przekonana, że zaraz sama takie cuda zacznę robić. Niestety okazało się, że to wcale nie jest takie proste i ostatecznie zdecydowałam się na swoje pierwsze szkolenie z latte art’u, z ambitnymi postanowieniami, że po tych 8 godzinach lania mleka w przyszłym roku startuję w mistrzostwach Polski. Umiejętności oczywiście przyszły dopiero z czasem, a nie od razu po samym szkoleniu. Bo z kawą jest jak z jazdą samochodem, wymaga teorii i godzin praktyki, by osiągnąć zadowalające efekty – w tym przypadku są to hektolitry spienionego mleka. Później w trakcie studiów zdecydowałam się na przeprowadzkę do Warszawy gdzie poszczęściło mi się ogromnie i dostałam pracę w kawiarni, która była i dalej jest naprawdę kawowym miejscem i prowadzona jest przez prawdziwych pasjonatów. Tam nauczyłam się najwięcej, właśnie poprzez praktykę i pracę z ludźmi, którzy o kawie mieli pojęcie. Dodatkowo zarówno ci ,jak i następni pracodawcy umożliwiali mi i wspierali mnie w dalszym poszerzaniu swojej kawowej wiedzy, dzięki przeróżnym szkoleniom i kursom.

I tak właśnie w dużej mierze wyglądał rozwój mojej kawowej/gastro kariery, która przede wszystkim polegała na pracy za barem. Po jakimś czasie dostałam propozycję objęcia stanowiska menadżera kawiarni, także zakres moich obowiązków znacznie się zmienił. I miałam możliwość prowadzenia swojej kawiarni i sprawdzenia się w zupełnie innej roli. Było super, ale potrzebowałam dalszego rozwoju. Kawowo nie chciałam stać w miejscu. Wszystkich swoich pracodawców miło wspominam, ale zdecydowałam się odejść. Nagle i trochę nieprzemyślanie zdecydowałam się na powrót na chwile do Świnoujścia. Wytrzymałam całe dwa dni bez pracy i Warszawy. Na szczęście świat kawowy jest dość mały i szybko rozeszło się, że szukam pracy, także ktoś gdzieś mnie polecił, ktoś zadzwonił i tak właśnie znalazłam się w tym miejscu, w którym jestem teraz.1

  • T: W skali od 1 do 10 na ile ta praca daje Ci zawodowe spełnienie?

Martyna: 8. Praca jest super, bo przede wszystkim jest megakawowa. Mam dostęp do świetnego sprzętu, do najlepszej jakościowo kawy. Mogę spełniać wszystkie, no prawie wszystkie, swoje kawowe fanaberie i zachcianki, bo mój szef tak samo jak ja, jest prawdziwym zapaleńcem i kawowym hipsterem – i tak właśnie ostatnio dyskutując co by tu jeszcze sprowadzić, czego spróbować, zamówiliśmy kopi luwak (gatunek kawy pochodzący z południowo-wschodniej Azji, wytwarzany z ziaren kawy, które wydobywane są z odchodów zwierzęcia z rodziny łaszowatych, łaskuna muzanga, nazywanego popularnie cywetą). Ale ja już przychodząc do tej pracy, od razu zakomunikowałam swojemu szefowi, że oczywiście bardzo chcę tu pracować, jednak moim marzeniem i docelowym planem jest własna kawiarnia. Chciałabym stworzyć od podstaw swoje miejsce, gdzie wszystko będzie dokładnie tak jak sobie to zaplanuję i wymarzę, i będzie to mój dobrze prosperujący lokal i sposób na życie. Bo kawa to oprócz pasji, także biznes i o tym nie można zapomnieć. Także jak już ten cel zrealizuję, to wtedy na pewno będzie 10/10 w skali zawodowego spełnienia.

  • T: Jak zapewne wiesz – seria (nie)zwykła praca ma na celu przedstawienie ludzi, których praca stała się pasją bądź też pasja pracą, oraz pokazanie alternatywnych ścieżek zawodowych. Jak Ty do tego podchodzisz? Wyobrażasz sobie inny scenariusz swojej zawodowej kariery? Np. taki w którym masz po prostu pewny etat, a swoją pasję rozwijasz po pracy, albo że sprzedałabyś swoją duszę i podjęła pracę w Starbucksie?

Martyna: Nie, nie, jestem wielką przeciwniczką sieciówek, ale to akurat jest inny temat. A co do pewnego, ciepłego etatu, to myślę, że mimo wszystko bym mogła, to tylko kwestia przyzwyczajenia. Jednak bardzo cenię to, że z „po prostu pracy” kawa stała się także moją pasją i sposobem na życie. Bywały oczywiście chwile, kiedy miałam gastro dość, ze względu na godziny pracy, problemy z urlopami itd, i wtedy myślałam o rzuceniu tego i pójściu do urzędu, jednak teraz moja praca nie jest już pracą za barem i jest o wiele bardziej stabilna i spokojniejsza.

  • T: Czyli tak naprawdę jesteś teraz w idealnym punkcie – z jednej strony pewny, stabilny etat, ale z drugiej także ciekawa i rozwijająca, praca z pasją.

Martyna: Dokładnie tak i naprawdę bardzo sobie chwalę obecny układ.

  • T: A teraz porozmawiajmy trochę o samej kawie i wszechobecnym obecnie kawowym snobizmie! Okej, lubię pić kawę – podczas erasmusa we Włoszech polubiłam dobre espresso, a kawiarnia taty pokazała mi, że rodzaj ziarna naprawdę ma znaczenie. ALE. Kiedy odwiedzam kawiarnię w której mam do wyboru piętnaście tysięcy mieszanek ziaren i sposobów parzenia, to wymiękam. Czy to nie jest jednak przesada?

Martyna: Odpowiem ci w takim razie pytaniem na pytanie – czy jak wchodzi do restauracji i widzisz miliard win i dań, to też wymiękasz?

  • T: Wiesz, wszystko zależy jaka jest obsługa…

Oczywiście! Podstawowym problemem tych wszystkich alternatywnych kawiarni jest nie miliard sposobów parzenia kaw czy mieszanek ziaren, ale właśnie zazwyczaj bardzo snobistyczna obsługa.  McDonald’s zrobił w tym roku reklamę, która właśnie wyśmiewa ten kawowy snobizm i snobistycznych baristów.

Także duży wybór nie jest problemem, ale to, że bariści nie edukują, nie opowiadają o kawie w zrozumiały dla przeciętnego człowieka, sposób. Barista powinien spytać jaką kawę pijesz na co dzień i na podstawie swojej wiedzy zaproponować ci coś odpowiedniego, a nie z poczuciem wyższości cię obsługiwać i najlepiej bez rozmowy stwierdzić na co ty masz ochotę. Uważam, że posiadanie dużego wyboru i świetnych gatunkowo mieszanek kaw oczywiście jest super, ale musimy też dbać i mieć rozwiązania dla ludzi, którzy chcą ‚po prostu’ kawy, nawet jeśli jest to zbożowa inka. Bo kawa to biznes. Chociaż faktycznie jestem fanką i uwielbiam te wszystkie alternatywne sposoby parzenia, kawę jasnopaloną…

  • T: Czyli faktycznie jesteś jedną z tych osób, które czują różnice pomiędzy ziarnami czy kawami przygotowanymi przy użyciu różnych metod?

Martyna: Zdecydowanie tak. Powiem ci, że właśnie dzisiaj jestem świeżo po cuppingu gdzie porównywaliśmy różne odmiany Kenii – cztery rodzaje ziaren z różnych regionów, i te różnice są naprawdę wyczuwalne, w zależności od tego jak wypalone jest ziarno, jak kawa jest parzona, czy jest to espresso, czy w dripie…To wszystko naprawdę ma znaczenie.

* * *

I właśnie w tym momencie usłyszałam i zobaczyłam z jak wielką pasją i zaangażowaniem można opowiadać o kawie i jak dużą radość w niej odnajdywać.  Martyna jest dla mnie przykładem idealnego balansu między potrzebą posiadania pasji a zdroworozsądkowym podejściem do zarabiania pieniędzy. Bardzo jej tego zazdroszczę i cieszę się ogromnie, że mogłyśmy sobie o tym wszystkim porozmawiać. Wywiad oczywiście na trafna.pl ukazał się w trochę okrojonej wersji – nie chciałam nadwyrężać Waszych zmęczonych od komputera oczu, ale jeśli kiedyś zdecyduję się na kręcenie filmów, to do Martyny na pewno wrócę – może wtedy będzie już miała swoją wymarzoną kawiarnię.

A teraz czekamy na Wasze pytania i komentarze!

1 Martyna pracuje w palarni LaCava – Prężenie rozwijającej się i powoli zalewającej warszawski i ogólnopolski rynek gastronomiczny i rynek specialty coffee – palarni z pasją… przede wszystkim do dobrej kawy. Bo dobra kawa trzeba się dzielić.

  • mariaitalia

    Ciekawy wpis 🙂 Twoi znajomi są równie zakręceni co Ty sama 😉

    • No raczej! Wszyscy moi znajomi są tacy niezwykli! 😉

  • Fajna praca 🙂

  • Cos fantastycznego! Uwielbiam kawe i fajnie jest przeczytac wywiad z tak wtajemniczona osoba 🙂 Od kiedy mieszkam we Francji w ogole nie chodze do sieciowek (sa bardzo drogie), ale jeszcze nie przekonalam sie do typowo francuskiej kawy czarnej, musze sie zawsze wspomoc mlekiem.

    • A ja właśnie kiedyś piłam tylko czarną, ale teraz się niestety odzwyczaiłam i polubiłam wszystko to czego Martyna by raczej kawą nie nazwała 😉

      • Moze jeszcze Twoj smak sie zmieni i wrocicsz do klasyki 🙂

      • Martyna Kruszyńska

        Nie ma przepisu na dobrą kawę. Jeżeli ta, którą pijesz Ci smakuje, to znaczy że jest dobra! 😀

  • Jestem kawowym laikiem. 🙂 Większość kaw wydaje mi się albo zbyt kwaśna i zbyt gorzka, albo zbyt mdła i słodka. Niedawno odkryłam flat white, które jest gdzieś po środku i pijam je z przyjemnością na mieście… Ale w domu nie mam ani ekspresu, ani kawiarki – jak już to zbożówka na mleku. Pewnie nie rozpoznałabym dobrej kawy nawet jakby mi ktoś ją podstawił pod nos (i język).

    Niemniej świat kawy wydaje się tak fascynujący jak świat perfum. 🙂 Ciekawa rozmowa, fajnie poczytać o pracy cieszącej serducho.

    • Wydaje mi się, że świat kawowy z perfumami ma więcej wspólnego niż nam się wydaje. Aż żałuję, że z Martyną nie porozmawiałam o zapachach kawy i różnicach między zapachami różnych odmian! Martyna, opowiedz nam coś o zapachu kawy! 😀

      • Martyna Kruszyńska

        🙂 marzę, żeby jakiś znany producent perfum wypuścił kiedyś zapach np. jasno palonej Bazylii i Kenii. to byłaby petarda! sztucznie zapach kawy jest praktycznie nie do odtworzenia, bo składa się z ponad 80 aromatów (80 rozpoznaje ludzki nos!). wąchaliście kiedyś świeczki o zapachu kawy, albo balsam do ciała? ten drugi produkt, albo jakiś peeling do ciała, ma łatwiej bo tam faktycznie dodaje się czasem EKSTRAKT z kawy, ale świeczki… pachną raczej orzachami i czekoladą, czyli dwoma najczęściej spotykanymi aromatami w kawie, np. z Brazylii.

  • ależ aromatyczny post 🙂 pracay, faktycznie bardzo ciekawa. zupełnie się nad tym aspektem kawy wcześniej nie zastanawiałam!