perfumy

Jacques Fath – Vers Le Sud i Bel Ambre

Jacques Fath, to marka o której istnieniu nie miałam zielonego pojęcia do momentu wprowadzenia jej do oferty Perfumerii Quality Missala. Myślałam, że to jedna z tych stosunkowo nowych, niszowych marek mająca w swojej ofercie maksymalnie 10 pozycji. Oczywiście bardziej pomylić się nie mogłam. Jacques Fath to francuski projektant mody żyjący w latach 1912-1954, który po odniesieniu ogromnego sukcesu swoich kolekcji, zdecydował się także na stworzenie linii perfum.

Po nadrobieniu tej luki z dziedziny „kultura” postanowiłam bliżej przyjrzeć się kompozycjom zapachowym tej marki. Na początek wybrałam cztery zapachy określane mianem uniseksowych. Stwierdziłam, że ciekawie będzie jak zaangażuję do testów mojego Michała i równolegle będziemy sprawdzać te perfumy u siebie nawzajem. Pomysł był świetny, wykonanie trochę gorsze, ale mimo wszystko staraliśmy się bardzo!

Vers Le Sud – zacznę od tego, że miałam pomieszane w pudełeczkach próbki i byłam święcie przekonana, że testuję Bel Ambre, dlatego też po przejrzeniu kilku recenzji doszłam do wniosku, że coś tu jest nie tak i odkryłam tę pomyłkę. Oczywiście może się zdarzyć, że czujemy coś czego nie ma w składzie, albo jakiś składnik gdzieś na naszej skórze się po prostu zgubił, jednak w tym przypadku, tego było zdecydowanie za dużo. Na szczęście o pomyłce zorientowałam się przed opublikowaniem tego postu, więc chociaż Was nie wprowadzę w błąd. A teraz przejdźmy do samego zapachu. Vers Le Sud, to według producenta musujące cytrusy, figowe liście, lawenda oraz wymieszane nuty morskie z akordami drzewnymi. Jak jest w rzeczywistości?

Na mojej skórze cytrusy zniknęły gdzieś daleko w tle i już od samego początku czułam silne, zielone otwarcie z przebijającym się słonym akcentem, który (o dziwo!) spodobał mi się w tym wszystkim najbardziej. Miałam wrażenie jakbym siedziała na wydmach pod drzewem z soczyście zielonymi liśćmi, i ukrywając się przed słońcem, patrzyła w morze. Było mi gorąco, momentami wręcz duszno, ale też niezwykle przyjemnie. Vers Le Sud, to kwintesencja śródziemnomorskich wakacji. Na próżno szukać w nim chłodu czy też świeżości, tu znajdziecie tylko wspomnienie upalnych dni na Sycylii czy Sardynii, kiedy to nawet kąpiel w morzu nie mogła przynieść Wam wyczekiwanego orzeźwienia. Zaskakujący jednak jest finisz tej kompozycji, ponieważ zupełnie znikają zielono-morskie akcenty i zostają tylko nuty drzewne wraz z ambroksanem i cashmeranem. Także końcówka jest kremowa, spokojna, wyciszona.

Tak było u mnie, a jak u Michała? Niestety Michałowi Vers Le Sud do gustu nie przypadł i faktycznie do niego ten zapach po prostu nie pasował. Był za mało męski, zwłaszcza, że na jego skórze całkowicie zniknęły nuty drzewne, które dodawały temu zapachowi bardziej uniseksowego charakteru.

Komentarz Michała – „U mnie są takie…takie no nie. Mają coś takiego dziwnego (sól podpowiadam). Sól? Niech będzie to i sól. Zaraz, to sól pachnie?”

Bel Ambre – jak tylko powąchałam te perfumy, od razu chciałam mieć je w swojej kolekcji, jednak im dłużej je testowałam, tym większe miałam wrażenie, że bardzo dobrze je przecież znam… Bel Ambre to przepiękna kompozycja, w której wbrew pozorom to nie ambra gra pierwsze skrzypce. Zapach już od samego początku jest niezwykle wyrazisty, pikantny, ‚charakterny’. Nie ma mowy o leniwej, kremowej i rozgrzanej ambrze. Mamy tu silne nuty drzewne oraz pięknego pudrowego irysa w towarzystwie białych kwiatów. I właśnie w momencie, kiedy napisałam te słowa – nuty drzewne, pudrowy irys, białe kwiaty, zdałam sobie sprawę, że Bel Ambre to dla mnie zapachowy bliźniak Shalimar Initial. Oczywiście nie ma co oczekiwać 100% podobieństwa, jednak według mnie jest ono naprawę ogromne. Bel Ambre jest odrobinę bardziej ciepły, bardziej uniseksowy, ale myślę, że świetnie poprawi humor tym, którzy ubolewają nad wycofaniem Shalimar Initial z produkcji.

A jak było u Michała? Znowu to samo, uniseksowy charakter gdzieś zniknął, irys stał się mocno dominujący i jakoś oboje nie mogliśmy dopatrzeć się w Bel Ambre męskiego pierwiastka.

Komentarz Michała – „U mnie zbyt intensywnie i dusząco, u Ciebie jest zdecydowanie lepiej.”

 

Podsumowując Vers Le Sud oraz Bel Ambre, to naprawdę piękne zapachy, które mimo podobieństw to innych kompozycji, zachowują oryginalny charakter, a bogactwo ich nut gwarantuje fascynujące zapachowe podróże. W moim odczuciu należą one zdecydowanie bardziej do perfum kobiecych, ale jestem pewna, że zdarzają się też mężczyźni, którym te zapachy uda się obronić.

Wnioski – po raz kolejny przekonałam się, że mój luby nie potrafi opisywać zapachów, ale jest niezwykle kochany, bo mimo, że wiem jak bardzo się przy tym męczy, to dzielnie testuje ze mną coraz to nowe perfumy.

Pozostała część serii zapachów Jacques Fath, zdecydowanie bardziej przypadła Michałowi do gustu i w następnej części recenzji będziecie mogli poznać trochę mocniej rozwinięte męskie spostrzeżenia na temat perfum Green Water oraz Curacao Bay.

 

Znacie zapachy Jacques Fath, czy raczej tak jak ja do tej pory, zupełnie nic o nich nie wiedzieliście? Oraz dajcie mi znać co sądzicie o wspólnym testowaniu zapachów z partnerem, zdarza się to Wam, czy właśnie jest u Was dokładnie tak samo jak u mnie i słyszycie tylko „ładne, ok, zbyt duszące”?

  • Brzmi ciekawie, chociaz obawiam sie, ze przy prawie 40 stopniach, jakie mam od kilku dni podczas wakacji, taki zapach moglby mnie troche przytloczyc. Ale moze na polskie chlodniejsze lato bylby idealny 🙂

    • To prawda. Przede wszystkim Vers Le Sud to zapach, który właśnie ten upał doskonale oddaje, ale zdecydowanie nie ułatwia jego przetrwanie tak jak dzieje się to w przypadkach zapachów świeżych i cytrusowych. Sama do tych perfum będę chętnie wracać raczej zimą by sobie przypomnieć ten wakacyjny stan 🙂

  • Ja też wcześniej nie słyszałam o tej marce.

    • Bo tak wiele jest tych marek, że ciężko je wszystkie ogarnąć! Chociaż w tym przypadku nie ukrywam, że byłam w mocnym szoku, bo skoro w wielu miejscach natknęłam się na hasła ‚legenda świata mody’, to znaczy, że powinnam chociaż spotkać się z tym nazwiskiem, a tu nic!

  • mariaitalia

    Nigdy nie słyszałam o tej marce, ale Twoje opowieści o plażach, morzu, zieleni i Sycylii bardzo mnie zachęcają. Irysy zachowaj dla siebie, ale na tę plażę chętnie bym się z Tobą zabrała 😉 Mój facet chyba nie wierzy w zapachy unisex. Swoją drogą, chyba coś wspominał, że chce poszukać nowego zapachu. Znasz go trochę, jakieś propozycje?

    • Męskim perfumom zamierzam w najbliższym czasie poświęcić trochę więcej uwagi, także pomyślę też nad tym z czym skojarzyłabym Twojego lubego! 🙂 Co do zapachów Jacques Fath, to wydaje mi się, że raczej by Ci do gustu nie przypadły, ale mam odłożone dla Ciebie próbki dwóch zapachów, którymi powinnaś być zachwycona!

      • mariaitalia

        Lubię to! Zawsze można na Ciebie liczyć :* (może poza imprezami okolicznościowymi, ale już Ci wybaczyłam) Kocham perfumy i wciąż szukam ideału. Pomyśleć tylko, że kiedyś pachniałam j’adorem… Kiedy to było? Chyba wieki temu.

  • Oba brzmią zachęcająco. 🙂 Ten drugi zwłaszcza w świetle zaprzestania produkcji Shalimara PI.

  • Mi też oba wydają się ciekawe, drugi ze względu na podobieństwo do Shalimara Parfum Initial, a pierwszy ze względu na Twoje miłe wrażenia i plażowe skojarzenia:)